Archiwum kategorii historia

Na wizji i fonii

Zapraszam uprzejmie wszystkich czytelników Technobloga do nowego projektu. Dziś startuje Technoblog na Wizji i Fonii – będą to publikowane co pewien czas krótkie materiały wideo.
Oto pierwszy z nich, który nie tylko zapowie cały cykl, ale będzie niejako łącznikiem między starą a nową technologią.
Życzę Państwu dobrego odbioru!

Koniec ery analogowej

23 lipca o godzinie 6.00 w Giżycku symbolicznie wyłączono nadawanie analogowego sygnału telewizyjnego na terenie naszego kraju. Historycznego przełączenia sygnału analogowego na sygnał cyfrowy dokonali wspólnie: Minister Administracji i Cyfryzacji Michał Boni, Prezes UKE Magdalena Gaj, Przewodniczący KRRiT Jan Dworak oraz Prezes Zarządu TVP Juliusz Braun. W ten sposób zakończyła się era telewizji analogowej. Modernizacja ta była dość kłopotliwa, gdyż wymagała wprowadzenia całkiem nowej technologii dosyłu, a także kodowania i dekodowania sygnału. Zmiana nastąpiła po obu stronach: od nadajników, aż po dekoder w odbiorniku. Subiektywnie jakość odbioru jest o wiele lepsza niż przy sygnale analogowym nawet przy tej samej instalacji antenowej.

W Polsce obserwowaliśmy dwie takie zmiany – wprowadzenie telewizji kolorowej oraz zmianę standardu kodowania kolorów z SECAM na PAL. Obecna zmiana jest o wiele poważniejsza, gdyż całkowicie zmienia sposób kodowania informacji i nie jest zgodna wstecz bez wprowadzenia specjalnego dekodera. Dodatkowo cyfrowy charakter sygnału uniemożliwia budowę bardzo prostych odbiorników, nad którymi pełną kontrolę posiada konstruktor.
W nowszych telewizorach dekoder jest już wbudowany. Nadal jednak, podobnie jak to miało miejsce dawniej w sygnale analogowym (OIRT/CCIR, PAL/SECAM, odstęp fonii 6.5MHz/5.5 MHz, czy dźwięk AM we Francji) występuje podział standardów: Polska używa innego kodeka obrazu (kraje zachodnie wdrożyły MPEG-2 a w Polsce mamy MPEG-4: H.264/AVC).

Nie zmieniło to jednak analogowego sygnału nadal obecnego w polskich kablówkach, posiadacze starszego sprzętu mogą również użyć przystawek z lokalnym modulatorem. Jest to jedyny sposób, by odbierać dzisiejszy program na muzealnych odbiornikach lampowych:

blwdr
Na zdjęciu – telewizor Belweder podczas testów w trakcie odnawiania. Telewizor był produkowany od 1957r. (powstało około 150 tys sztuk) i był pierwszą konstrukcją tego typu opracowaną całkowicie w Polsce (Wisła była licencjonowana z b.ZSRR). Była to nowoczesna jak na owe czasy konstrukcja. Fotografia użytkownika Marcin K. z forum trioda, gdzie zbierają się m.in. pasjonaci technologii lamp elektronowych.
Technicznie da się oglądać dzisiejszy cyfrowy multiplex na telewizorze z lat pięćdziesiątych!

Szybka komunikacja

Telefony komórkowe zdominowały dzisiejszą komunikację i bardzo ułatwiają pracę. Korzystamy z nich praktycznie codziennie. Przyzwyczailiśmy się do nowoczesności w kieszeni, do wiadomości SMS, poczty elektronicznej i różnych aplikacji. Czy jednak tak popularny SMS dostarczany w ciągu kilku sekund naprawdę jest najszybszym sposobem przesłania krótkiej wiadomości tekstowej?
Oto przykładowy pojedynek między dwoma użytkownikami telefonu komórkowego i dwoma krótkofalowcami (fragment programu Jay’a Leno):

Tak, ten pan naprawdę nadawał cytowaną potem wiadomość.
Jak widać wpisanie i wysłanie wiadomości SMS trwa dłużej niż nadanie tych samych znaków alfabetem Morse’a przez wprawnego telegrafistę. Pojedynek SMS kontra replika kolejowego telegrafu z epoki pary i elektryczności można znaleźć tutaj.

Używany tam klucz został wyprodukowany przez istniejącą do dziś firmę Vibroplex. Z bliska wygląda tak:
cw02
Klucze te nie były popularne w Polsce, u nas telegrafiści musieli sobie radzić inaczej.

Dopiero nowoczesne techniki wpisywania wykorzystujące słownik i rozpoznawanie grup liter (T9, Swype) umożliwiają prześcignięcie technologii wymyślonej jeszcze w XIX wieku.
Zaprezentowane tempo nadawania jest typowe dla szybszych stacji na amatorskich pasmach. Co najmniej w takim tempie pracowali radiooficerowie na polskich statkach. Przy wiadomościach, które nie wymagały zapisu treści można było nadawać jeszcze szybciej.
Od telegrafii i wiadomości SMS wielokrotnie szybsza jest cyfrowa transmisja danych, obecna we wszystkich smartfonach. Cyfryzacja sprawiła, że użytkownik smartfona może pobierać (i wysyłać) treści multimedialne, może korzystać z poczty elektronicznej i komunikatorów internetowych. Razem z tą prędkością pojawiło się jednak zjawisko przesycenia nawałem treści.

Cyfryzacja łączności

Jest to wpis dość daleki od firmowego IT. Ciągła pogoń związana z przejściem do technologii cyfrowych przy składowaniu i przetwarzaniu danych nie omija nawet najbardziej opornych. Proces przejścia na emisje cyfrowe w telewizji naziemnej jest już mocno zaawansowany, dekodery DVB-T są dostępne nawet w supermarketach. Telewizja nie jest jedynym medium radiowym, które korzysta z technologii cyfrowego przetwarzania danych. To samo dotyczy komunikacji radiowej.
Więcej »

Tagi: ,

Pager – a co to jest?

W krajach rozwijających się, szczególnie w dość dynamicznym tempie, obserwuje się zjawisko przeskakiwania pewnych etapów rozwoju. Najbardziej jaskrawym przykładem są płatności bezgotówkowe, ale najciekawszym – komunikacja.

W dziedzinie finansów i bankowości całkowicie przeskoczyliśmy płatność czekami. Czeki w Polsce były mało popularne, ale zdarzyło mi się podejmować gotówkę w okienku pocztowym na Mazurach z czeku nieistniejącego już banku PBK. Jako kraj całkowicie przeskoczyliśmy etap czeków, a także transakcji korespondencyjnych z użyciem kart kredytowych (numer i data ważności).
To samo zjawisko dotyczyło odbiorników przywoławczych, nazywanych pagerami.

Polpager to już historia
Ogólnopolską sieć pagerów obsługiwała firma Polpager, sygnał dla nich nadawano razem z sygnałem stacji radiowych na UKF (OIRT – 65,5-74 MHz, jako osobna podnośna), a zatem bardzo prosto można było uzyskać dobre pokrycie kraju. Razem z przejściem na „górne” pasmo UKF (CCIR – 87,5-108 MHz), sieć przywoławcza Polpager definitywnie odeszła do historii. Obecnie w Polsce nadal działa sieć MetroBIP, która używa własnych stacji bazowych w zakresie fal decymetrowych. Przejęła ona pozostałych abonentów sieci Polpager i Bel Pagette, nadal świadczy usługi przywoławcze, chociaż nie są one tak powszechne, jak w innych krajach.

Na zdjęciu – pager tekstowy Nokia Finder, zdjęcie z nieistniejącej już strony www.viii-lo.krakow.pl/bakx/.

Dlaczego pagery w Polsce nie osiągnęły takiego sukcesu, jak np. w USA?
Przyczyn należy szukać w fatalnie infrastrukturze telefonicznej w Polsce w tym czasie. Gdy startował Polpager, bardzo wiele central było obsługiwanych ręcznie (zwłaszcza w niewielkich miejscowościach), a jakość połączeń głosowych była fatalna. Wiadomość wysyłało się przez centrum obsługi. Odbiorca często musiał taką wiadomość potwierdzić, a zatem szukać telefonu, z którego mógłby zadzwonić. Bardzo silna ekspansja telefonii komórkowej oraz zbyt późny start pagerów sprawiły, że ten model komunikacji się nie przyjął.
Pagery prawie całkiem odeszły do lamusa, chociaż nie jest to wcale zła technologia. Po prostu w polskich warunkach lat dziewięćdziesiątych, była zbyt kłopotliwa w użyciu i droga. Obecnie stała się niszowa, ale zajmuje bardzo ciekawą niszę, związaną z obsługą centrów logistycznych.

Plusy małego odbiornika
Sieć przywoławcza ma swoje zalety:

  • w odróżnieniu od telefonu komórkowego nie posiada w ogóle nadajnika, a zatem może być użyty w miejscach, gdzie nadajnik powodowałby zakłócenia (szpitale).
  • ponieważ jest jedynie odbiornikiem, nie ujawnia położenia odbiorcy,
  • sieć pagerów umożliwia wysyłanie komunikatów „do wszystkich urządzeń” lub „do urządzeń z grupy” w postaci jednej emisji z różnym tzw. kodem CAP. Dzięki temu w sytuacjach kryzysowych komunikacja jest o wiele sprawniejsza od telefonu, nie występuje zatkanie sieci, gdy tę samą treść trzeba przesłać do dużej grupy odbiorców,
  • funkcjonalność sieci pagerów nie zależy od stanu przeciążenia telefonii komórkowej w danym terenie,
  • w odróżnieniu od telefonii komórkowej, użytkownik pagera nie może wykonać żadnych nadużyć związanych z połączeniami, gdyż urządzenie takich usług nie oferuje,
  • sieć pagerów może być bardzo łatwo zintegrowana z istniejącym oprogramowaniem (o tym dalej),
  • pager pobiera niewiele energii, żywotność baterii jest bardzo długa – do 3 miesięcy na zwykłej baterii alkalicznej.

Pagery działają w centrach logistycznych
Oprócz różnych usług (takich jak pogotowie dźwigowe, kurierzy) pagery znalazły swoje zastosowanie w optymalizacji obsługi centrów logistycznych. Dzięki integracji z oprogramowaniem zarządzającym przepływem towarów można łatwo usprawnić proces dostarczania zasobów za pomocą ciężarówek. Kierowca przy wjeździe na firmowy parking otrzymuje pager, a następnie z tym urządzeniem udaje się np. do hotelu lub poczekalni. Z chwilą, gdy towar jest gotowy do wysyłki, system automatycznie wysyła informacje na pager, kierowca podjeżdża do właściwej bramy terminala cargo, gdzie następuje sprawny załadunek lub rozładunek. Dzięki optymalizacji samochody ciężarowe nie blokują wjazdu, a proces przeładunku jest zoptymalizowany. Kierowca zwraca pager przy wyjeździe. W ten sposób działa kilka dużych centrów logistycznych, a system wykorzystujący pagery sprawdza się tam lepiej od telefonii komórkowej.

Jak wyglądała historia pagerów w Polsce?
Polecam trzy części sagi o pagerach (1, 2, 3), napisanej przez Marka Młynarskiego w 1993 na łamach tygodnika Computerworld. Ciekawy kawałek historii komunikacji w Polsce.

Tagi: ,

Druciki i trzęsiłapki już są niepotrzebne

Gdy pewne technologie odchodzą do lamusa, razem z nimi przestają być potrzebni także ludzie, którzy je utrzymywali. Komputeryzacja spowodowała zanik wielu zawodów, takich jak zecer czy metrampaż, ale także radiooficer na statku oraz radiooperator telegrafista po stronie stacji na lądzie.
Jeszcze 15 lat temu prowadzono regularnie łączności radiowe ze statków przy pomocy radiostacji. Na lądzie pracowała ekipa dyżurnych operatorów, nadających i odbierających sygnały nadawane z morza, dawniej także wysyłających telegramy alfabetem Morse’a i odbierających podobne depesze w drugą stronę. Łączności głosowe prowadzono emisją jednowstęgową SSB czyli J3E, stacja na lądzie mogła przekazać sygnał dalej do sieci telefonicznej. Na statku radiooficerowie prowadzili nasłuchy i łączności, nadawali telegramy, zestawiali łączności na ląd, a w przypadku awarii każdy z nich był radiotechnikiem, naprawiał radiostację. Obecnie nie ma już takiej osoby na pokładzie.
Ewentualną naprawę wykonuje specjalizowany serwis, urządzenia są zwielokrotnione, a oficerowie nawigacyjni posiadają świadectwo radiooperatora, rozmawiają sami i nie korzystają z telegrafii. Wezwanie pomocy realizuje się zupełnie inaczej – automatycznie. Zamiast radiostacji wielkości typowej szafy przemysłowej (a nawet kilku!), jest niewielkie urządzenie na mostku. Jak to wyglądało kiedyś? Oto przykład:

Na zdjęciu radiooficer Jerzy Stech w swojej kabinie, w tle urządzenia nadawcze polskiej produkcji (źródło).
Produkowana dziś radiostacja o mocy nadajnika ponad 100W jest wielkości niedużego serwera kasetowego 4U i jest mniej awaryjna od starych konstrukcji. Nadal jednak jej obsługa bywa zbyt trudna dla kogoś, kto nie jest specjalistą od radiokomunikacji. Radiołączność głosowa i teleksowa (NBDP, jeszcze 10 lat temu bardzo popularna) praktycznie zamarła. Oficerowie, którzy nie są specjalistami od radia, wolą korzystać z systemów satelitarnych, które w najprostszej wersji są na pokładzie prawie każdego statku. Łatwiej wysłać faksymilę za pomocą urządzenia Inmarsat C, niż użyć radiostacji krótkofalowej, zestawić połączenie radioteleksowe i dopiero wtedy wysłać fax. Na falach krótkich słychać głównie Rosjan.
Zamiast radiooficera, popularnie zwanego radiem lub radzikiem (kiedyś także drucikiem, a nawet trzęsiłapką – z racji na nadawanie alfabetem Morse’a przy pomocy telegraficznego klucza sztorcowego), wystarczy nowoczesna elektronika i łączność satelitarna.
Razem z zanikiem łączności na telegrafii (CW) oraz fonii (SSB, głównie górna wstęga, czyli USB – upper sideband), znikła sieć stacji na lądzie. Zlikwidowano tak legendarne stacje, jak Gdynia Radio (zamknięta w 2003r, relacja jest tu, ostatnia wiadomość jest tu) czy Szczecin Radio, a także niemieckie Nordeich Radio i brytyjskie Portishead Radio.
Na statkach pojawiły się emisje cyfrowe, wdrożono świetny system AIS. Na każdym nieco większym statku działa komputerowy system, który pozyskuje własną pozycję uzyskaną z GPS, a następnie wysyła sygnał do typowego nadajnika ultrakrótkofalowego. Terminal odbiera informacje nadawane przez inne statki i wyświetla wyniki na ekranie. Można nawet przez Internet obejrzeć mapę położenia statków.
Oto przykład okolic portu we Władysławowie, można wyświetlić drogę przebytą przez statek i zarejestrowaną w systemie:

Są także informacje o samym statku:

Ten kuter wyruszył na krótki rejs w okolice Władysławowa, właśnie wraca do portu.
Dlaczego ten system jest tak sprawny? Bo jest tani, prosty i automatyczny.
Trudno byłoby nauczyć oficera nawigacyjnego, który wiele lat spędził na morzu (wręcz „obrósł muszlami” – ludzie morza znają nieco bardziej „morskie” określenie), obsługi skomplikowanej radiostacji krótkofalowej – a to zadanie wypełniał przez lata radiooficer.
Kluczem do rozpowszechnienia się jakiejś technologii wśród ludzi, którzy nie są specjalistami w jej obsłudze, jest prostota użycia. Właśnie dlatego powstały sieci społecznościowe, a Web 2.0 odnosi taki sukces – nie trzeba pisać strony WWW w HTMLu i transferować na serwer, by coś opublikować. To samo dotyczy innych działów techniki – zbytnie skomplikowanie obsługi danej technologii przyczynia się do jej upadku.

Edit – dostałem bardzo miłego maila od jednego z byłych „radzików”. TNX FER CALL. Dziękuję za uznanie. Mały suplement – oto zdjęcie kabiny radiooperatora (radio room) statku Glengarry, razem z objaśnieniami.
Kabina radio statku m/v Glebgarry/GNCS
Identyczny nadajnik można było spotkać na wielu brytyjskich statkach, była to dość sprawdzona konstrukcja. W tym czasie telegrafia była jedynym sposobem niezawodnej łączności radiowej na całym globie.
73 GL GB SK

Tagi: , ,

Satelitarna łączność podziemna

Jest to wpis nieinformatyczny. Gdy przeglądałem materiały na temat łączności wykorzystywanej przez Solidarność w okresie stanu wojennego (dostępne na stronach UKE), napotkałem bardzo ciekawy fragment w języku angielskim, zawierający instrukcję użycia amatorskiego satelity OSCAR 7 do łączności między Warszawą i Gdańskiem.
Więcej »

Tagi: , ,

E-6B

Niewiele zostało dziś urządzeń z lat trzydziestych ubiegłego wieku, które byłyby wykorzystywane do dziś w absolutnie niezmienionej formie. Jedną z nich jest E-6B. Pod tą enigmatyczną nazwą kryje się kalkulator wykorzystywany w lotnictwie. Mimo całego postępu technicznego, mimo smartfonów taktowanych gigahercowymi zegarami i komputerów, nadal używa się tego cuda techniki:

Jest to kalkulator wykorzystujący suwak logarytmiczny do mnożenia i dzielenia, wyposażony w znaczniki najczęściej stosowanych miar anglosaskich i metrycznych oraz nomogramy, o których dalej. Przeliczenie z Celsiusza na Fahrenheita i odwrotnie wykonuje się natychmiast i bezbłędnie, to samo dotyczy galonów i litrów, a także mil i kilometrów. Jest to także świetne narzędzie do obliczeń czas-dystans-prędkość. Gdy jechałem busem do Wrocławia na konferencję Wolność i Bezpieczeństwo, właśnie za pomocą suwaka z E-6B, prostej mapy i zegarka mogłem oszacować godzinę przyjazdu. Za pomocą E-6B szacuje się również zużycie paliwa.

Do czego suwak logarytmiczny i nomogram może się komuś przydać?
Działa szybko, nie potrzebuje zasilania, obliczenia polegające na wielokrotnym mnożeniu przez tę samą wartość wykonuje się natychmiast. Można go obsłużyć jedną ręką. Ponadto uczy szacowania rzędu wielkości wyników. Umożliwia także proste wykonywanie specjalizowanych obliczeń. Na odwrocie E-6B jest przyrząd z nomogramami służącymi do obliczania poprawki kursu na wiatr oraz prędkości względem ziemi.

Na zdjęciu E-6B w wykonaniu firmy Jeppesen, powszechnie używany przez adeptów sztuki latania i nadal noszony przez zawodowych pilotów.
Chociaż obliczenia matematyczne są proste, o wiele szybciej można je wykonać za pomocą E-6B niż wykorzystując popularny kalkulator programowalny CITIZEN ERP-145, radziecki Elektronika MK61 czy legendarny HP-15c. Niższa dokładność nie ma znaczenia.
Oto te obliczenia:

to na prędkość względem ziemi, a to:

poprawka kursu, by uwzględnić wiatr.

Tak na marginesie – E-6B trafił nawet do filmu. Pamiętacie ten kadr?

Spock oblicza właśnie czas do zderzenia Enterprise z planetą, czyli typowe zagadnienie czas-szybkość-odległość. E-6B do tego się świetnie nadaje. Tutaj jest emulator E-6B napisany w Javie.
Warto spróbować. Czy zawsze potrzebujemy dokładności do pięciu cyfr po przecinku?

Zabijanie polskiej nauki

Z jednej strony chwalimy się nowymi osiągnięciami, z drugiej zamykane są pracownie, które przez ostatnie lata rozwijały istniejące rozwiązania. W ciągu najbliższych dni zostanie zlikwidowana pracownia badająca lampy wyładowcze – jest to ostatnie takie laboratorium w Polsce.
Pracownia ta wykonywała specjalistyczne lampy na potrzeby poligrafii (promienniki ultrafioletu) i lecznictwa (lampy do fototerapii noworodków przy leczeniu żółtaczki fizjologicznej). Rozpoczęty został także projekt, który ma na celu opracowanie lamp na potrzeby rolnictwa. Obecnie rolnicy doświetlają uprawy w szklarniach za pomocą lamp sodowych, ale nie jest to optymalne źródło światła. Pracownia posiada wyniki badań, istnieją lampy, które sprawdzają się w szklarni o wiele lepiej. Dlaczego likwidacja podobnych pracowni odbywa się w takim momencie?
Co do kosztów – jestem przekonany, że grant badawczy wystarczyłby z powodzeniem do dokończenia prac i opracowania technologii i produktu, który mógłby przynieść korzyści polskiemu rolnictwu. Niestety Instytut Elektrotechniki nie jest zainteresowany rozwojem technologii oświetlenia (prawdopodobnie nie zdaje sobie nawet sprawy z rzeczywistej wartości Pracowni, którą przejęto po jakiejś śmiesznej wartości księgowej typu 5zł), a nie ma żadnej polskiej firmy komercyjnej, która chciałaby zainwestować w taki produkt.
Właśnie tak zabija się polską naukę.
Przy czym problem to nie tylko sprzęt. Problemem jest wiedza specjalistów – tego nie da się kupić zostawiając ogłoszenie w serwisie handlowym. Są to ludzie, którzy swoją pracę zaczynali jeszcze w Centralnym Ośrodku Badawczo Rozwojowym Polam, próbując kopiować zachodnie produkty. Obecnie nie ma takiej potrzeby, bo lampy firm Philips i Osram są dostępne w sklepach za rozsądne pieniądze. Dziś potrzebny jest rozwój niszy, której wielkie koncerny nie chcą zagospodarować.
Gdy kontrahenci Pracowni dowiedzieli się o jej planowanej likwidacji, natychmiast złożyli zamówienia na zapas. Nikt inny nie produkuje tak specjalistycznych lamp, projektowanych na konkretne zamówienie!

Czy koniec Google Desktop wieszczy koniec pecetów?

W tym roku pożegnaliśmy bardzo dobre narzędzie do przeszukiwania lokalnego – Google Desktop. Zakończenie projektu Google Desktop oznacza także, że jedna z najbardziej cenionych wizjonerskich firm uważa, że epoka przechowywania informacji na stacjach roboczych ma się ku końcowi. Uważam jednak, że mimo wszystko jest to przedwczesny wniosek, przynajmniej dla tak zwanych „power userów” do których niewątpliwie się zaliczam.
Dla mnie jest to podstawowe narzędzie przeszukiwania informacji, gdyż nadal przechowuję komplet informacji lokalnie, z regularnie wykonywaną kopią bezpieczeństwa. Ponieważ aplikacji Google Desktop nie da się już pobrać ze stron producenta, odtworzyłem katalog /opt z kopii bezpieczeństwa i uruchomiłem to narzędzie razem z migracją do drugiej maszyny. Rozglądam się jednak nadal za czymś, co w bliższej przyszłości będzie mogło godnie zastąpić produkt Google. Być może będzie nim Beagle.