Archiwum kategorii energia

Terminal+netbook

Integralną częścią każdej dużej konferencji technicznej są stoiska firm partnerskich. Dzięki temu eksperci z różnych firm są dostępni w jednym miejscu i można skorzystać z ich wiedzy. Za każdym razem, gdy tylko mogę, to korzystam, bo jest to świetne źródło wiedzy. Rzetelnej, dostępnej z pierwszej ręki.
Oto efekt takiej współpracy – serwer terminalowy działający na moim netbooku (sam skonfigurowałem), połączenie odbywa się ze zintegrowanego terminala firmy IGEL.

System operacyjny na netbooku to Ubuntu 10.04. Połączenie – do wyboru, X11, VNC, RDP. Na pozór wydaje się mało praktyczne, ale to samo oprogramowanie może pracować na bardzo silnym serwerze a połączenie można zrealizować za pomocą energooszczędnych terminali w gniazdku.

Będzie działało z Citriksem, z usługami terminalowymi Microsoftu, a także z Linuksem.
Kto mówi, że się nie da? Nie warto opowiadać bajek, to po prostu trzeba sprawdzić. Jeśli firma korzysta z usług terminalowych to z powodzeniem może przejść do takiego modelu pracy. Do następnego numeru Computerworld opracuję krótki poradnik, który ukaże się także w dziale poświęconym wirtualizacji.

Tak zwana oszczędność energii

Czy nowe, energooszczędne produkty, są lepsze, czy jest to krok wstecz? Bywa, że to drugie. Przykładem może być o wiele gorsza jakość produkowanego zjawiska – widać to bardzo dobrze w przypadku światła. Świetlówki kompaktowe dają fatalne światło (sprawa wykracza poza ramy tego tekstu, ale wrócę do niej później). Wycofanie żarówek 100W i mocniejszych jest jednym z gorszych działań, bo ludzie zostali zmuszeni do korzystania z kiepskich zamienników, gdyż tylko te są promowane i łatwo dostępne. Tymczasem udział oświetlenia domowego w ogólnym zużyciu energii nie przekracza ułamków procenta. Oszczędność 10% energii w hucie aluminium zrównoważyłaby wszystkie oszczędności, jakie zrobiłyby świetlówki kompaktowe w skali kraju.
Dlatego podchodzę bardzo ostrożnie do reklamy związanej z oszczędnością energii niesionej przez tę czy inną technologię. Bo być może wcale nie jest to tak jasna przyszłość, jak sugeruje to producent.
Przykładem mogą być zasilacze komputerowe – wycofanie się z zasilaczy AT, które były wyłączane mechanicznym wyłącznikiem sprawiło, że niektóre z komputerów sprzedawanych w Polsce pobierają aż 20W w stanie wyłączenia. Tymczasem stary pecet wyłączany mechanicznym wyłącznikiem nie pobierał NIC. To samo dotyczy monitorów, drukarek, telewizorów, kserokopiarek. Zrezygnowano ze sprytnych rozwiązań wyłączania urządzenia – redakcyjna kopiarka starszej generacji posiada elektromagnes, który zwalnia mechaniczny wyłącznik, podobne rozwiązanie stosowano w polskich telewizorach z lat 60-70.
Niektóre z urządzeń (na przykład modemy CATV) startują tak długo, że pozostawia się je włączone całą dobę. Gdy ktoś korzysta z telefonu VoIP, taki modem musi mieć włączony przez cały czas – a to następne 30W. Tymczasem telefon kablowy też nie pobierał NIC, gdy słuchawka była odłożona na widełki, telefon komórkowy również pobiera o wiele mniej energii.
W porównaniu z przemysłem w skali kraju są to jednak drobne oszczędności i warto o tym pamiętać. Najwięcej da się oszczędzić na rzeczach najdroższych.

Krytycznie o baterii z ziemniaka

W wielu serwisach pojawiły się notki na temat baterii, która wykorzystuje gotowane ziemniaki – jest tańsza niż gotowe ogniwa, bardzo prosta i szczególnie nadaje się do biednych krajów.
(źródło jest tu).
Jak widać, zestaw ogniw wystarczy do zasilenia diody LED – czego zresztą można się było spodziewać. Baterię z kilku ziemniaków oraz blaszek cynkowych i miedzianych osobiście zrobiłem gdy miałem 10 lat i udało się nawet z czegoś takiego zasilać małe tranzystorowe radio Koliber.
Problem jest jednak znacznie głębszy, gdyż ogniwo takie tak to, naprawdę wykorzystuje ziemniaki tylko jako materiał do elektrolitu. W uproszczeniu energia pochodzi z korozji płytek miedzianych i cynkowych. Zatem jest to jedynie tańsza wersja popularnych bateryjek, co nadal nie rozwiązuje problemu.
Wyjściem byłoby masowe wykorzystywanie akumulatorów ładowanych z ogniw słonecznych (drogie, ale sprawdza się nawet u nas przy podświetleniu znaków drogowych), ręcznie (wymaga wysiłku) lub z energii wiatru (kłopotliwe). Niemniej są już urządzenia, które to realizują w praktyce, na przykład moja latarka na korbę.

Są nawet radia zasilane tą drogą. Według mnie właśnie łatwo pozyskiwalna energia odnawialna, magazynowana w akumulatorach ma sens. Baterie z ziemniaków to jedynie półśrodek.