Archiwum kategorii chińska tandeta

Masz iPhone’a po naprawie? Nie aktualizuj go!

Posiadacze iPhone’ów, którzy naprawiali swój telefon poza autoryzowanym serwisem będą mieli problem.
Otóż jeśli taki iPhone będzie później aktualizowany do najnowszej wersji iOS, stanie się bezużyteczną „cegłą”. Bez możliwości wyjścia z nieskończonej pętli nieudanych restartów, za to z komunikatem Error 53.
Apple wprowadziło kontrolę wszystkich podzespołów we wszystkich telefonach wyposażonych w czytnik biometryczny. Zatem naprawa często pękającego ekranu – iPhone podobnie jak topowe telefony Samsunga jest niezwykle delikatnym urządzeniem – będzie skutkowała późniejszymi problemami.

Od teraz każda aktualizacja telefonów od iPhone 5 w górę do iOS 9 będzie się wiązała z błędem takim jak ten:
error53
W praktyce oznacza to, że zakup iPhone’a jest czynnością wysokiego ryzyka, gdyż naprawa ekranu w autoryzowanym serwisie to połowa kosztów urządzenia, a o wiele tańsza i niekiedy lepsza technicznie (czytaj bezproblemowa) naprawa poza pewną firmą na „R” sprawi, że nowa aktualizacja oprogramowania zrobi z niego „cegłę”. Moi znajomi już teraz uważają iPhone’a za drogą jednorazówkę.

Być może Polacy albo Rosjanie opracują technologię flashowania iPhone’a, która przywróci mu poprzednią wersję systemu i umożliwi dalsze korzystanie z urządzenia. Na razie na Error 53 rady nie ma. W USA szykuje się za to pozew zbiorowy przeciw Apple.

Wirusy dla Linuksa?

Przez długi czas wydawało się to niemożliwe – mnogość różnych dystrybucji oraz konfiguracji poważnie utrudniała masowe infekcje komputerów pracujących pod kontrolą Linuksa. System ten, jak każdy inny, posiada podatności i napisanie eksploita wcale nie jest szczególnie trudne. Do tej pory jednak było to nieopłacalne, gdyż liczba stacji roboczych z Linuksem była nieco powyżej błędu statystycznego.
Oczywiście pod kontrolą Linuksa pracuje większość serwerów, a także urządzeń osadzonych. O ile serwery są w większości przypadków sprawnie aktualizowane, z Linuksem w urządzeniach osadzonych bywa zupełnie inaczej. Aktualizacji nikt nie wprowadza, czasami nawet nie powstają w ogóle nowe wersje firmware’u. poza tym kto myśli o ustawieniu dobrych haseł do takich urządzeń?

Włamywacze zatem znaleźli model biznesowy, w którym masowo włamują się do urządzeń takich jak kamerki, a następnie automatycznie instalują złośliwe oprogramowanie, które potem posłuży do ataków DDoS za pieniądze. Aby obejść problem różnorodności oprogramowania, zbudowali cały system kross-kompilacji i konsolidacji pod kątem docelowej platformy, oskryptowali wszystko, co potrzeba do infekcji. Wykorzystali także dość szczególną własność zdalnego połączenia przez SSH.
Miałem okazję analizować system w jednej z kamerek internetowych i przyznaję, że oprogramowanie zostało bardzo sprytnie napisane. Bezpośrednią przyczyną infekcji była jednak nie luka w jakims oprogramowaniu ale domyślne hasło („admin”). Kto nie zmienił hasła – niech się wstydzi. A potem niech niezwłocznie zmieni!
Zapraszam do lektury na łamach Computerworlda.

Trwałość urządzeń elektronicznych

Początkowo w porównaniu do rozwiązań elektromechanicznych, elektronika miała same zalety – była mniejsza, zużywała o wiele mniej energii, działała o rzędy wielkości szybciej. Gdy pojawiły się mikroprocesory, stała się także bardzo elastyczna. Zamiast zmieniać urządzenie, niekiedy wystarczy wymienić w nim oprogramowanie. Nadal jednak występują awarie, które mają wiele różnych przyczyn. Oto niektóre z nich.
Więcej »

Czy wierzyć „cyfrowej dokładności”

W dzisiejszych urządzeniach pomiarowych mechaniczną wskazówkę ustroju pomiarowego zastępuje się elektronicznymi urządzeniami, które są bardziej precyzyjne, dokładniejsze i ułatwiają wiele pomiarów. Niestety razem z przejściem do technologii cyfrowej, ludzie zapominają o jednej z ważnych umiejętności – o szacowaniu wielkości danego parametru. Niesamowite zaufanie, jakim darzy się cyfrowe przyrządy pomiarowe może być powodem problemów, gdy sam przyrząd jest uszkodzony, a operator nie potrafi tego dostrzec.
Weźmy na przykład prosty, bardzo tani multimetr, który na zakresie 20V pokazuje odczyt 273, co ma znaczyć 2,73V.
DSCF3644
Oczywiście na tym zdjęciu miernik sygnalizuje rozładowaną baterię zasilającą, ale przy nowej baterii 6F22 wynik jest taki sam.

Teraz to samo napięcie zmierzymy drugim miernikiem, tak samo cyfrowym i równie beznadziejnym:
DSCF3645
Tym razem odczyt wynosi 3,33V. Rozrzut jest bardzo duży, ale wynik wydaje się być zbliżony do 3V. Tymczasem w rzeczywistości mierzonym parametrem jest siła elektromotoryczna pojedynczego ogniwa LR6, czyli miernik powinien wskazać wynik w okolicy 1,5V.

DSCF3648
Taki właśnie wynik pokazuje miernik Lavo-1 z magnetoelektrycznym ustrojem pomiarowym. Miernik ten pochodzi z lat sześćdziesiątych, do dziś pracuje sprawnie i pokazuje to, co powinien. Gdy uczyłem się podstaw elektroniki, korzystałem właśnie z tego miernika. Bardziej wierzę właśnie jemu, niż zalewającej nasz kraj tandecie cyfrowych przyrządów, które z dokładnością nie mają wiele wspólnego.
Te same doświadczenia przenoszą się do świata automatyki przemysłowej, w której procesy są nadzorowane przez komputery, do których czujniki dostarczają informacje o wartościach badanych parametrów. A gdyby takie czujniki zaczęły podawać błędne wartości? Kto zadaje sobie pytanie: „Co się stanie, gdy urządzenia pomiarowe zawiodą”? Kto jest przygotowany na taką ewentualność? Kto kalibruje cyfrowe czujniki wielkości fizycznych?

iPhone Redaktora Naczelnego

Poważny błąd w systemie operacyjnym iOS ukazał swe oblicze w telefonie naszego Redaktora Naczelnego. Otóż po aktualizacji do 6.1.1 czas pracy na jednym ładowaniu akumulatora skrócił się do mniej niż czterech godzin. Winny jest błąd w oprogramowaniu do synchronizacji danych z korporacyjnym serwerem poczty elektronicznej. Bug polega z grubsza na tym, że telefon wysyła błędne informacje związane z aktualizacją zdarzeń w kalendarzu, ignorując przy tym komunikaty o błędach zgłaszane przez serwer. Przy okazji wzrasta dość mocno obciążenie serwera Exchange, do zablokowania włącznie (u nas na szczęście odsetek ajfoniarzy jest bardzo mały, więc ataku odmowy obsługi nie zaobserwowaliśmy). Na szczęście ograniczenie czasu pracy do max 4 godzin (przy bezczynności urządzenia) jest naturalnym ogranicznikiem obciążenia serwera. Niestety nasz Naczelny nie bardzo jest zadowolony z działania tego ograniczenia.
Nie wiem, w jaki sposób testowane jest oprogramowanie Apple, ale sądzę, że testerzy po prostu nigdy nie sprawdzali co się stanie, gdy ktoś zmieni charakter zaplanowanego spotkania przy włączonej synchronizacji z serwerem Exchange. A jest to dość częste zjawisko w korporacyjnym środowisku.
Skoro takie „kwiatki” wychodzą po kolejnej aktualizacji usuwającej inne błędy (głównie zrywane połączenia i przegrzewanie telefonu) i pojawiają się także luki w bezpieczeństwie (obejście ekranu blokowania, taki sam błąd był już w dwóch wcześniejszych wersjach iOS, być może winny jest ten sam fragment kodu), to może należy powątpiewać w jakość kodu całego systemu operacyjnego iOS. Zatem wśród platform ściśle biznesowych na placu boju zostaje tylko BlackBerry, odpowiednio przygotowany Android i być może marginalizowany przez Nokię Symbian OS (już bez tej nazwy).

Tagi: , ,

Kupiłeś telefon od kogoś? Zablokują go!

Na szczęście nie w Polsce, ale w Chinach. Nowe umowy chińskiego operatora China Unicom zawierają zapis, który w zamyśle sprzedawców ma ograniczyć handel używanymi iPhone’ami. Jeśli operator wykryje wykorzystywanie iPhone’a z inną kartą SIM, niż ta, z którą telefon został sprzedany, zablokuje numer przypisany do karty SIM oraz samo urządzenie.
Tymczasem chiński operator spodziewa się olbrzymiego zainteresowania iPhone’m 4 w tym kraju, gdyż zebrano ponad 600 tysięcy zgłoszeń chęci zakupu (coś jak przedpłaty na malucha w minionym okresie PRLu).
Zadaniem tych umów miało być ograniczenie kupowania telefonu tylko w celu jego odsprzedaży, ale jest to bardzo niebezpieczne zjawisko.
Na podstawie informacji: Michael Kan – IDGNS

Nieprzyjazne technologie

Gdyby wybierać dostawcę w dziedzinie IT, który jest najbardziej nieprzyjazny użytkownikom i środowisku naturalnemu, na jednym z pierwszych miejsc byłaby na pewno firma Apple. Znana z ograniczania technologicznego niektórych swoich produktów, sprzedawanych z bardzo kontrowersyjną licencją oraz kłopotliwym wsparciem. Firma, której najbardziej okrzyczany produkt nie posiada wymiennej baterii (zatem musi być wysłany do producenta w celu wymiany zużytego akumulatora – absurd!) i nie zezwala na instalację oprogramowania innego, niż dozwolone (tak restrykcyjnych zapisów nie ma nawet sztandarowy dostawca komercyjnego oprogramowania – firma Microsoft), postanowiła pójść za ciosem.

Otóż w iPadzie nie przewiduje się w ogóle wymiany akumulatora, nawet przez polski autoryzowany serwis. Firma za opłatą odeśle użytkownikowi nowe urządzenie, czyste, bez żadnej treści. O ile tylko nie uzna, że poprzedni egzemplarz nie został przypadkiem zalany wodą… Niestety chemiczne czujniki wilgoci stosowane w iPhone’ach w naszym klimacie bardzo często sygnalizują zamoczenie przy typowym użytkowaniu zabawek Apple’a. Tym razem jednak nawet wspomniana w linku firma Regenersis nie będzie mogła otworzyć urządzenia i wymienić (lub nie) akumulatora. iPad musi być odesłany do producenta. I to ma być technologia przyjazna środowisku?

Nie jestem przeciwnikiem Apple. Jestem przeciwnikiem rozwiązań defective by design.

iPhone – defective by design

Jest to zdanie subiektywne i nie trafiają do mnie żadne próby przekonania mnie przez fanboyów Apple. Miałem iPhone’a przez pewien krótki czas, bez żalu z niego zrezygnowałem na rzecz starszego telefonu klasy smartphone. Mimo ładnego interfejsu i przemyślanych opcji oraz dobrze działającej przeglądarki.
Pierwszym minusem iPhone’a są złe założenia konstrukcji mechanicznej: wrażliwy na uszkodzenie ekran dotykowy, którego nie da się obsługiwać w rękawiczkach ani na mrozie, brak przycisków do odbierania połączenia i jego kończenia oraz ogólna badziewność plastiku. Brak przycisków jest najgorszą wadą, bo NIE DA się odebrać w normalny sposób dzwoniącego iPhone’a na mrozie w rękawiczkach. Próbowałem. Widok ajfoniarzy liżących ekran na mrozie jest bezcenny.

W iPhonie brakowało mi:

  1. Wyłączenia wątkowania wiadomości, by móc usunąć pojedyncze SMSy z całej historii. Albo zostawić tylko jeden, konkretny, ze środka. Nie da się. Nie było nawet opcji kopiuj-wklej by przekleić treść, podobno wreszcie jest.
  2. Klienta korporacyjnej poczty BlackBerry. Kto używa, ten wie dlaczego.
  3. Inteligentnej synchronizacji kalendarza z Lotusem, nie tylko Exchange. Podobno miało to działać, ale nie widziałem nigdzie u nikogo w praktyce.
  4. Kart pamięci, na których mógłbym przechować dokumenty czy muzykę. Tej opcji raczej nie będzie, bo uniezależniałaby użytkownika od iTunes i milicji Apple, kontrolującej oprogramowanie.
  5. Możliwości połączenia jako dysk wymienny USB z dostępem do pamięci na dane (na standardowych sterownikach klasy usbstor w systemach Windows i Linux, by móc przesłać dowolne pliki) oraz wysłania plików przez interfejs bluetooth.
  6. Użycia telefonu jako modemu do laptopa (podobno teraz to działa).
  7. Wymiennej baterii. Kto wyjeżdżał gdziekolwiek w teren (na przykład pod namiot), ten docenia normalny telefon z wymiennymi akumulatorami.
  8. Obsługi dwóch APN, co umożliwiłoby bezpieczne połączenie do korporacyjnej sieci.
  9. Javy.
  10. Narzędzi do blokowania niechcianych wiadomości SMS (Nokia: SMS Spam Manager).
  11. Automatycznego odrzucania przychodzących połączeń i odsyłania do nadawcy predefiniowanej wiadomości SMS zależnej od grupy numerów (Nokia: Call Manager).
  12. Obsługi komunikatorów Gadu-Gadu ORAZ Tlen.pl (mobiDesk, tlen.mobile; oba napisane w Javie, patrz punkt 9).
  13. Szybkiej klawiatury telefonicznej z dobrze działającym słownikiem T9 oraz narzędzi do wysyłania wiadomości SMS bez polskich znaków (Nokia: NaSMS). Klawiaturka ekranowa mi zupełnie nie podpasowała. Już rysik w PDA był dla mnie wygodniejszy.
  14. Zarządzania odbieraniem MMS w roamingu (by nie płacić za transfer danych za granicą, podobno wreszcie to działa).
  15. Narzędzi do zdalnego wyczyszczenia zawartości w razie zagubienia (podobno już jest).
  16. Aplikacje nie mogą działać w tle (z nielicznymi wyjątkami), czyli nie mogę jednocześnie nagrywać rozmowy z kimś i szybko przeliczyć coś w arkuszu kalkulacyjnym podczas rozmowy. W Nokii 9300 czy MDA/XDA – bez problemu.
  17. Brak adblocka w przeglądarce Safari. Wada ta mi za bardzo nie dokuczała, bo rzadko korzystałem z dostępu do Internetu w telefonie. Ale gdybym miał korzystać z przeglądarki codziennie, nie wyobrażam sobie surfowania po necie bez tego niezbędnego dodatku.
  18. Poszanowania prywatności. Telefon iPhone wysyła do producenta (przy każdym uruchomieniu!) informacje o zainstalowanym oprogramowaniu, przy czym Apple może zablokować dowolny program, który zainstalowałem. A jak ja tego nie chcę? To mam nie używać iPhone’a? Właśnie tak!

Do powyższego dodajcie simlock operatora w niemal wszystkich iPhone’ach dostępnych razem z pakietem internetowym. Zamiast płacić krocie za roaming, warto użyć specjalnych kart roamingowych lub prepaida lokalnego operatora (np. O2 Your Country z Wielkiej Brytanii). Masz simlocka – płacisz więcej, bo takiej karty nie użyjesz. Dodatkowo może czekać niespodzianka w postaci rachunku za GPRS w roamingu. Oczywiście stara Nokia w kieszeni z taką kartą załatwia sprawę, ale wtedy i tak warto wyłączyć iPhone’a, by nie mieć przykrej niespodzianki przy rachunku. To po co go w ogóle brać za granice?

Oczywiście część z tych wad można usunąć lub zmniejszyć ich dokuczliwość dzięki instalacji dodatkowych programów z Cydii rodem, ale po pierwsze jest to łamanie licencji oprogramowania iPhone’a i powoduje utratę gwarancji (co w przypadku tego delikatnego wynalazku jest bardzo ważne), po drugie jest to półśrodek, który obchodzi problem a przy okazji wprowadza nowe kłopoty (niższe bezpieczeństwo przenośnego komputera, który cały czas jest połączony z Internetem, czyli narażony na atak).

Dyscyplina specjalna – telefon.
Gdy porówna się czułość iPhone’a z Nokią (6210, 6310i, 6260, N90, 9300 Communicator, 6500), BlackBerry (8520, Bold) czy muzealnymi zabytkami GSM (Motorola CD160, Motorola StarTAC, Alcatel HB200) widać wyraźnie, że zabawka firmy Apple nie ma nic wspólnego z porządnym telefonem. Z Nokii 6310i lub 9300 dało się zadzwonić w tych miejscach, gdzie iPhone nie pokazywał w ogóle żadnej sieci lub każda próba połączenia kończyła się niepowodzeniem mimo w miarę silnego sygnału. iPhone nie służy do dzwonienia, jest jedynie multimedialną zabawką, która od czasu do czasu może posłużyć jako telefon.

A czy wiecie, że są telefony podobne do iPhone’a z wyglądu i pozbawione niektórych z tych wad? Na przykład od razu obsługują dwie karty SIM i karty pamięci czy usbstor, nigdy nie miały simlocka, mają Javę, nieco podobny interfejs, wymienną baterię (w komplecie są dwie)… i tak dalej. Niektóre mają nawet wbudowany odbiornik analogowej telewizji. Są to chińskie klony iPhone’a po 400 zł na Allegro. Mają za to inne wady.

Reasumując iPhone’a – ma świetnie wyglądający graficzny interfejs, dobrze dopracowane aplikacje, ale wszystko przekreśla kilka założeń w konstrukcji urządzenia oraz towarzyszącego mu ekosystemu.

100% defective by design

Gdyby bardzo subiektywnie porównać iPhone’a ze starym telefonem, mogłoby to wyglądać tak:

Grafika ze starych zasobów. Porównanie nie jest już aktualne, bo Apple w końcu poprawiło gniota, ale oddaje sens i problem tego zjawiska, jakim jest celowe ograniczanie funkcjonalności.

Chińskie magnesy

Jak podaje The Independent, chiński rząd podjął decyzję o ograniczeniu sprzedaży metali ziem rzadkich w postaci nieprzetworzonej. Na pierwszy rzut oka decyzja ta może spowodować odcięcie Zachodu od dostaw tanich materiałów i konieczność dostarczenia części nowoczesnej technologii Chinom. Metale ziem rzadkich, takie jak neodym, są niezbędne w wielu nowoczesnych urządzeniach od światłowodów do silników. Jeśli wierzyć ludziom komentującym portal Slashdot, w samochodzie Toyota Prius wykorzystuje się około 16 kg metali ziem rzadkich (głównie neodym w silnikach tego pojazdu). Magnesy neodymowe są wykorzystywane w dyskach twardych i głośnikach, zabawkach dla dzieci, a nawet w popularnych malutkich nakładkach magnetycznych służących do przypinania karteczek do drzwi lodówki. Problem polega na tym, że najważniejszym dostawcą tych magnesów (oraz samego metalu do ich wytworzenia) są właśnie Chiny. Stąd katastroficzne wizje załamania produkcji hi-tech w wielu dziedzinach.
Jak jest naprawdę? Neodym wcale nie jest tak rzadki, jak się powszechnie sądziło. To prawda, że Chiny, jako wielki kraj, mają duże złoża i sporo go pozyskują. Niemniej kopalnie tego metalu działały lub działają w USA, Brazylii, Kanadzie, Indiach, Sri Lance i Australii. Wydobywano go także w Europie, chociaż w niewielkich ilościach. Przeciętnie występuje w stężeniu ok 33-38 ppm wagowo; cer, itr, neodym i lantan są powszechniejsze od ołowiu.
Co może zatem wynikać z ograniczenia sprzedaży metali ziem rzadkich przez Chiny? To, że wzrośnie cena surowców i samych produktów. Wiadomo na pewno, że ograniczenie sprzedaży spowoduje pewne braki na rynku w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Czy problemy będą dokuczliwe? Nie sądzę. Chińczycy muszą coś produkować także w tej dziedzinie, chcą tylko wykorzystać pozyskiwanie oraz przetwarzanie surowców w swoim kraju.
Być może wiele firm dostarczy Chinom swoją technologię. Być może będzie się opłacać wznowienie lub zwiększenie wydobycia w innych krajach (Brazylia, USA, Kanada). Być może produkcja niektórych podzespołów zostanie przeniesiona z powrotem z Chin do któregoś z krajów europejskich czy amerykańskich. Co też się czasami dzieje, gdy jakość produkowanych w Chinach podzespołów nie spełnia akceptowalnego poziomu lub koszty transportu i dodatkowych kontroli są zbyt wysokie.
Według mnie problemem nie jest samo ograniczenie dostaw metali ziem rzadkich, ale ogólna pozycja Chin jako dostawcy podzespołów. O tym się stosunkowo mało mówi, a szkoda. Stąd ten FUD związany z neodymem, itrem czy lantanem.

Gdy rozmawiałem dzisiaj z ekspertem jednej z firm zajmujących się szeroko pojętą transmisją danych, dowiedziałem się, że urządzenia chińskiej firmy Huawei nie były brane pod uwagę przy ostatecznym projektowaniu wielu wdrożeń sieci GSM-R (przeznaczonej do kolejowej łączności resortowej w Europie). Ze względów bezpieczeństwa.

Na marginesie: O jakości chińskich towarów mówi się dość dużo. Zastanawiałem się, dlaczego podzespoły (ten sam element tego samego producenta) z etykietką Made in China psuły się prawie dwa razy częściej niż starsze, zrobione w Europie, na Filipinach, w Meksyku czy na Tajwanie. Identyczne sygnały otrzymywałem nieoficjalnie od Czytelników oraz uczestników konferencji podczas rozmów w kuluarach. Jak to jest naprawdę? To wiedzą najlepiej serwisanci.

Wracając do samego neodymu – bardzo silne magnesy neodymowe są w Polsce powszechnie wykorzystywane do fałszowania wskazań różnych liczników. Jest to jednak broń obosieczna i zakłady energetyczne oraz spółdzielnie mieszkaniowe mają już na to antidotum.