Ostatnio polityka wchodzi drzwiami i oknami (telewizyjnym lufcikiem także, dlatego telewizora już od dawna nie mam). Nawet słowo koalang bywa kojarzone z dawną koalicją i jej language. Samo słowo wymyślił genialny pisarz Janusz Zajdel w „Paradyzji” w 1981r. Koalang w świecie przedstawionym to był język kojarzeniowo-aluzyjny, który był zrozumiały dla ludzi, ale umykał automatycznej analizie lingwistycznej prowadzonej przez wszechobecne komputery śledzące. Zjawisko omijania wszelkiej cenzury jest równie stare, jak ona sama.
W latach osiemdziesiątych wielką popularność w Polsce zyskiwał drugi obieg. Nawet w całkowicie kontrolowanych przez państwo mediach PRL zdarzały się publikacje, które skutecznie godziły w podstawy ustrojowe socjalizmu (np. felietony Jacka Fedorowicza, audycje Ewy Szumańskiej), a także wyśmiewały jego idiotyzmy (filmy Barei). W obu przypadkach przekaz krył się w atmosferze lub skojarzeniach, co dla cenzora było albo nieuchwytne albo „można było zwolnić” (odsyłam tu Czytelnika do felietonu Fedorowicza pt. Cenzura). Na szczęście Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk w Warszawie na ulicy Mysiej pożegnaliśmy już dawno. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że kiedykolwiek wrócą te czasy, gdy ludzie w Polsce będą stosować skojarzenia po to, by nie mówić czegoś wprost – dlatego, że nie wolno tego mówić.

W ubiegłą niedzielę stało się to faktem.
Uczestnicy sieci społecznościowych postanowili za pomocą swoistych skojarzeń obejść ciszę wyborczą. Wystarczyło oglądać wpisy na twitterze oznaczane hashtagiem #bazarek. Trzeba przyznać, że razem z informacjami o statystykach wyborczych (mniej lub bardziej celnych), wpisy przenosiły sporą dawkę humoru:

bazarek1

bazarek2

bazarek5

Oczywiście rozrywka była nie tylko na Twitterze, nawet forum Onetu, dość mocno cenzurujące wypowiedzi, tym razem czasami przepuszczało komentarze. Chwilę później humorystyczne wpisy znikały, ale zrzutu ekranu nie da się usunąć:

bazarek7

Daleko nam jednak to tego, co się dzieje w Chinach – tam wszystkie media, włącznie z Internetem są kontrolowane. Ludzie znajdują jednak sposoby na to, by tę kontrolę omijać – podobnie jak u Zajdla wykorzystują bogactwo języka, ale dodają do tego wieloznaczność właściwą dla dialektów języka Państwa Środka. W dialekcie mandaryńskim wysokość dźwięku każdej głoski ma znaczenie: wystarczy te same głoski powiedzieć z inną wysokością, by całkowicie zmienić znaczenie słowa. Zatem zamiast mocno cenzurowanych nieprzyzwoitości (pośród których jednym z najmocniejszych jest cào nǐ mā czyli 肏你妈) występuje koń trawiasto-błotny (grass mud horse czyli cǎonímǎ 草泥马). Zapis ideograficzny jest różny, ale oba słowa są homofonami, czyli zawierają te same spółgłoski i samogłoski. Kolejnymi homofonami są krab rzeczny (héxiè – 河蟹) oraz harmonia (和谐, héxié). To drugie słowo pochodzi od bardzo często używanego określenia zharmonizowany rozwój (和谐社会), którym to wyrażeniem określa się stan pomyślnego rozwoju kraju i uzasadnia istnienie oraz działanie cenzury w ChRL.

Chiny i omijanie cenzury

Pomysły koalangowe Chińczyków są nad wyraz ciekawe – w wielu zakamarkach Internetu można znaleźć wieloznaczne opowiadania o starciach między koniem trawiasto-błotnym a krabem rzecznym, który to krab bywa często rysowany z trzema zegarkami (kolejny homofon – 帶3個錶 – dài sān ge biǎo – oznacza „nosi trzy zegarki”, co brzmi podobnie do 三个代表 – Sāngè Dàibiǎo, czyli ideologii Trzech Reprezentantów, interpretacji komunizmu promowanej przez dawnego chińskiego lidera ChRL – Jiang Zemina).

krab z trzema zegarkami

Zostawmy jednak politykę na boku. Wieloznaczność skojarzeń i słów bywa powszechnie wykorzystywana do rozśmieszenia widowni. Jeszcze na studiach, tuż przed wykładem z rachunku różniczkowego, do sali wszedł jeden z asystentów i wygłosił krótkie opowiadanie o funkcjonale, który przyszedł odwiedzić rozmaitość, by sprawdzić, czy wszystkie snopy są sztywne, czy wiotkie. Na innej uczelni miałem też okazję wysłuchać opowieści o cewce Helmholtza, która po wielu kolejnych próbach postanowiła spróbować samoindukcji i powodując wejście w stan nadprzewodnictwa, poprzepalała pobliskim półprzewodnikom złącza, a potem wszystkie obecne w obwodzie bezpieczniki.
Oczywiście powyższe terminy mają swoje znaczenie w matematyce i elektrotechnice/elektronice, daleko odbiegające od humorystycznych dwuznaczności.

Wracając zatem do omijania cenzury – to, co można było przeczytać na Twitterze, traktuję w kategorii dobrej zabawy. Nie sądzę, by podawane w ten sposób informacje mogły w jakikolwiek sposób wpłynąć na decyzje wyborcze światłych ludzi, którzy rozumieją aluzje.

bazarek8
Trudno też twitterowcom nie przyznać racji – każdy taki humorystyczny przekaz sprawia, że człowiek się uśmiecha i tak jakoś lżej żyć.

Początkowo planowałem stworzenie kolejnego odcinka wideo, niestety jestem chory i straciłem głos. Powyższy felieton napisałem w ramach rekompensaty dla Czytelników bloga.