Ostatnio polityka wchodzi drzwiami i oknami (telewizyjnym lufcikiem także, dlatego telewizora już od dawna nie mam). Nawet słowo koalang bywa kojarzone z dawną koalicją i jej language. Samo słowo wymyślił genialny pisarz Janusz Zajdel w „Paradyzji” w 1981r. Koalang w świecie przedstawionym to był język kojarzeniowo-aluzyjny, który był zrozumiały dla ludzi, ale umykał automatycznej analizie lingwistycznej prowadzonej przez wszechobecne komputery śledzące. Zjawisko omijania wszelkiej cenzury jest równie stare, jak ona sama.
W latach osiemdziesiątych wielką popularność w Polsce zyskiwał drugi obieg. Nawet w całkowicie kontrolowanych przez państwo mediach PRL zdarzały się publikacje, które skutecznie godziły w podstawy ustrojowe socjalizmu (np. felietony Jacka Fedorowicza, audycje Ewy Szumańskiej), a także wyśmiewały jego idiotyzmy (filmy Barei). W obu przypadkach przekaz krył się w atmosferze lub skojarzeniach, co dla cenzora było albo nieuchwytne albo „można było zwolnić” (odsyłam tu Czytelnika do felietonu Fedorowicza pt. Cenzura). Na szczęście Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk w Warszawie na ulicy Mysiej pożegnaliśmy już dawno. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że kiedykolwiek wrócą te czasy, gdy ludzie w Polsce będą stosować skojarzenia po to, by nie mówić czegoś wprost – dlatego, że nie wolno tego mówić.

Więcej »