Chochlik drukarski – na papierze to była rzecz oczywista, która czasami po prostu musi się zdarzyć – jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy ludzkie błędy. W druku pojawiają się różne niespodzianki, od dużych w tytule, przez mniejsze w nazwiskach lub imionach, aż po całkiem małe.
Chochlik drukarski - MARCINA MARCINIAK

Prawdziwą legendą były błędy linotypistów. Linotyp był maszyną, która odlewała z płynnego stopu cały wiersz tekstu, wpisywanego na klawiaturze. Gdy operator popełnił błąd, najprościej było wypełnić daną linię czymkolwiek, a później podmienić na właściwą. Klawiatura linotypu, w odróżnieniu od klawiatury maszyny do pisania, była optymalizowana pod kątem najczęściej używanych liter, a zatem zamiast 1QAZ2WSX3EDC (ukośne cyfry i litery w dół) było ETAOIN SHRDLU lub w polskiej wersji: AIEON WRSXC. Zamiast wpisywać cokolwiek po błędzie, operator po prostu przejeżdżał w dół po klawiszach. Stąd ETAOIN SHRDLU. Jeśli korekta nie wychwyciła błędu, błędny wiersz poszedł do druku.
Żarty z tymczasowości, błędów oraz chochlika drukarskiego przybierały całkiem ciekawe formy. Co by było, gdyby ów chochlik postanowił wydać całą gazetę? Nazwałby ją The Etaoin Shrdlu i powstałoby TO:

ETAOINSHRDLU-nonsensopedia
Źródło – uncyclopedia (ang. nonsensopedia).

To wszystko jest jednak już przeszłością. A zatem stawiam pytanie – czy można spotkać chochlika drukarskiego w epoce Internetu? Takiego prawdziwego, bez błędów ortograficznych lub innej niedbałości o samą zawartość? Bez śmieci zalewających portale?
Można!

Oto on.
chochlik-disqus

Skąd ten błąd? Otóż nasz autorski CMS zakłada proceduralne oddzielenie pisania tekstu od jego zatwierdzania. Aby niedokończonego tekstu nikt omyłkowo nie zatwierdził, dodawaliśmy takie komentarze w tytule. Niestety ktoś raz zatwierdził taki tekst na chwilę i ruszyła cała machina skryptów, która poskutkowała tym, że oryginalny tytuł razem z chochlikiem powędrował do Disqusa. Chociaż linotyp odszedł do lamusa, chochlik drukarski ma się dobrze, nawet w epoce Internetu.