Archiwum Październik 2015

Koalang w Internecie

Ostatnio polityka wchodzi drzwiami i oknami (telewizyjnym lufcikiem także, dlatego telewizora już od dawna nie mam). Nawet słowo koalang bywa kojarzone z dawną koalicją i jej language. Samo słowo wymyślił genialny pisarz Janusz Zajdel w „Paradyzji” w 1981r. Koalang w świecie przedstawionym to był język kojarzeniowo-aluzyjny, który był zrozumiały dla ludzi, ale umykał automatycznej analizie lingwistycznej prowadzonej przez wszechobecne komputery śledzące. Zjawisko omijania wszelkiej cenzury jest równie stare, jak ona sama.
W latach osiemdziesiątych wielką popularność w Polsce zyskiwał drugi obieg. Nawet w całkowicie kontrolowanych przez państwo mediach PRL zdarzały się publikacje, które skutecznie godziły w podstawy ustrojowe socjalizmu (np. felietony Jacka Fedorowicza, audycje Ewy Szumańskiej), a także wyśmiewały jego idiotyzmy (filmy Barei). W obu przypadkach przekaz krył się w atmosferze lub skojarzeniach, co dla cenzora było albo nieuchwytne albo „można było zwolnić” (odsyłam tu Czytelnika do felietonu Fedorowicza pt. Cenzura). Na szczęście Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk w Warszawie na ulicy Mysiej pożegnaliśmy już dawno. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że kiedykolwiek wrócą te czasy, gdy ludzie w Polsce będą stosować skojarzenia po to, by nie mówić czegoś wprost – dlatego, że nie wolno tego mówić.

Więcej »

VMworld 2015 – nowości

Co to jest Photon (ale nie cząstka elementarna)? Po co i w jaki sposób można połączyć czujnik poziomu wody z systemem wirtualizacji i co z tego wynika?
O nowoczesnej technologii opowiada Krzysztof Waszkiewicz, inżynier VMWare’a.

Tradycyjnie już prezentuję wywiad z Krzyśkiem Waszkiewiczem, nagrany podczas konferencji VMworld. Tym razem nagranie powstało nie w hali Solutions Exchange, ale w centrum prasowym, gdzie było znacznie ciszej.

Cyfrowy dźwięk wygrywa

Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny imienia Fryderyka Chopina dobiega końca. Znamy perfekcyjnie grającego zwycięzcę, drugie miejsce zajął kanadyjski pianista, który w finale jako jedyny zagrał koncert f-moll (lubię), trzecie miejsce zajęła pianistka z USA. Nie jestem muzykiem, Chopin nie jest moim ulubionym kompozytorem, nie mogę ocenić techniki gry ani środków przekazu. Mogę jednak powiedzieć, że większość wykonań mi się podobała.
Tegoroczny konkurs w stosunku do poprzednich bardzo wyróżniał się jakością transmisji. Po raz pierwszy odkąd słucham, mogę powiedzieć, że dźwięk nadawany podczas internetowej transmisji zdecydowanie wygrywał ze wszystkim, co było dostępne w tradycyjnych mediach. Dźwięk w TVP Kultura (odbierałem z kablówki) to była porażka, skompresowany dźwięk internetowej transmisji wideo był tylko trochę lepszy, drugi program Polskiego Radia byłby niezły, ale niestety UKF FM (nie mam odbiornika DAB+) ma swoje wady. Zdecydowanym zwycięzcą pod względem brzmienia dźwięku był przekaz nazywany Super Audio, dostępny na stronie konkursu.
Przekaz Super Audio
Kartę dźwiękową podłączoną przez IEEE1394 przełączyłem w tryb 96kHz, 24bity, wzmacniacz słuchawkowy pracuje w klasie A, używam moim zdaniem bardzo dobrych słuchawek. Strumień został wyłączony z inspekcji na zaporze sieciowej. Transmisja Super Audio zawiera sam dźwięk PCM bez kompresji stratnej, wymaga 5Mbit/s pasma, ale jakość tego dźwięku jest niezrównana, prawdziwie studyjna. Nigdy dotąd nie mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że internetowa technologia cyfrowego przekazu dźwięku może deklasować tradycyjne media i wszystkie brzęczące empetrójki razem.
Tym razem tak się stało.

1985-2015

Był październik 1985 r. Numer 40/XIX Computerworlda był już w sprzedaży.
cw-1985

Nieuchronnie zbliża się ustawiona na displeju data:

BTF

Pozdrowienia dla fanów „Powrotu do Przyszłości” zza kierownicy filmowego DeLoreana.

IMG_0238

Akcja filmu Powrót do Przyszłości II dzieje się w Kalifornii (w Hill Valley), a zatem w Polsce powinna być wtedy 16:28. Właśnie mija rocznica filmowego zdarzenia, które w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca.

Od garażu do potęgi

Tradycyjnie już podczas konferencji VMworld odwiedzam halę Solutions Exchange, w której prezentowane są rozwiązania różnych firm. Moją uwagę od lat przykuwają nie tyle potentaci branżowi, których możliwości są znane, ale stosunkowo niewielkie firmy, które dopiero rozpoczynają swoją działalność, rozwijając mało popularną lub całkowicie nieznaną dotąd technologię. Na każdej takiej konferencji są również dostawcy nieobecni w naszym kraju — takimi producentami byli swego czasu 3PAR (obecnie część HP) czy BlueARC (obecnie Hitachi Data Systems). VMware ma wielu partnerów, jest to jedna z niewielu firm, która ma tak silny system współpracy partnerskiej obejmujący różnych dostawców sprzętu i technologii (przykład: EVO).

Ze dobrym start-upem trzeba się liczyć, bo kiedyś z tego może być prawdziwa potęga

Gdyby ktoś miał wątpliwości i uważał, że mała firma niewiele może zmienić, przypomnę pewien niewielki startup z konferencji VMworld 2008. Rok później w Cannes moją uwagę zwróciło stoisko tej samej (wtedy jeszcze niewielkiej) firmy Veeam, która po raz pierwszy zaoferowała spójny backup środowiska Windows pracującego wewnątrz klastra VMware z automatyczną kontrolą poprawności. Obecnie jest to prawdziwy potentat backupu wirtualizowanego, do tego stopnia, że z nim musi się liczyć nawet taki gracz, jak EMC (dowód: specjalne procedury marketingu i pre-sales). Dziś Veeam rozwinął całą gałąź backupu, jest obecny na wszystkich najważniejszych konferencjach w branży. Osobiście używam ich oprogramowania w darmowej wersji do różnych działań ad-hoc, w szczególności do testów, które prowadzę. Wszystko zaczęło się od genialnego pomysłu i małego stoiska na VMworld 2008 (niestety nie mam zdjęcia, po raz pierwszy poleciałem na VMworld do Cannes rok później). W zamian za to prezentuję pendrajwa, który towarzyszy mi przy różnych działaniach i testach w wirtualizowanym środowisku. Oprogramowanie na nim jest już oczywiście w nowszej wersji i nazywa się VeeamZIP.
veeam

Trzy lata temu zacząłem obserwować inną firmę, która zaoferowała coś, czego nie miał wtedy nikt inny. Macierze dyskowe pokazywane na stoisku PureStorage korzystały wyłącznie z modułów SSD, były o wiele tańsze od konkurencji, oferując przy tym bardzo dobrą wydajność (osobiście zmierzyłem na stoisku). Obecnie macierze PureStorage znajdują się w wielu rankingach i zdobywają coraz większą popularność. Gdy podczas konferencji Citrix Synergy w Anaheim w 2013r. rozmawiałem z CTO firmy PureStorage, wiedziałem, że jest to ciekawe technicznie rozwiązanie, z którym konkurencja będzie musiała się liczyć. Kolejna rozmowa podczas VMworld 2014 była jeszcze ciekawsza. Obecnie według Gartnera PureStorage jest liderem w dziedzinie macierzy z pamięcią półprzewodnikową, wygrywając pod względem kompletnej wizji z takimi potentatami jak EMC, HP czy IBM (w kolejności alfabetycznej).
IMG_6206

Podczas tegorocznego wydania VMworld Europe przyjrzałem się kilku firmom.
DSCF4539

Pierwsza z nich jest związana z wiedzą – inżynierowie zrobili słuszne założenie, że znacząca większość problemów już została udokumentowana, a zatem wystarczy poszukać symptomów problemów w konfiguracji, parametrach pracy i logach, by od razu zaproponować administratorowi rozwiązanie problemu na podstawie obszernej bazy informacji dostarczanej przez VMware. To właśnie oferuje rozwiązanie niewielkiej firmy Runecast.

Drugą ciekawą firmą jest cloudgenix – niewielka firma, która rozwija technologię wirtualizowanej, programowo definiowanej sieci WAN. Umożliwia ona nie tylko budowę takich sieci w całości programowo, ale także tworzenie konfiguracji i podążanie za potrzebami aplikacji. W dobie całego datacenter definiowanego programowo, w ten sam sposób powinna być także realizowana sieć WAN. Strategia ta jest spójna z tym, co robi VMware.
O pomysłach i nowościach VMware w następnym odcinku. Tradycyjnie będzie to wywiad z Krzysztofem Waszkiewiczem, inżynierem VMware.

VMworld 2015 w 57 sekund

Zanim przedstawię materiały z samej konferencji VMworld 2015, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu. Oto trzy dni z konferencji VMworld 2015:

Konferencja była bardzo interesująca. Niestety znowu nie udało się obejrzeć wszystkiego, co chciałem. Nie mogłem uczestniczyć w kilkunastu naprawdę interesujących sesjach technicznych. Pozostało sporo miejsc, w których chciałbym swoją wiedzę uzupełnić, sporo testów, które chętnie bym przeprowadził, kilka pomysłów na ciekawe teksty oraz przyszłe case study. Na to po prostu było zbyt mało czasu.
Oprócz notatek, materiałów i zdjęć w głowie pozostają właśnie takie krótkie spojrzenia, zebrane w szybki film.
Teksty pojawią się niebawem, gdy tylko je opracuję na podstawie notatek i nagrań.

ETAOIN SHRDLU XXI WIEKU

Chochlik drukarski – na papierze to była rzecz oczywista, która czasami po prostu musi się zdarzyć – jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy ludzkie błędy. W druku pojawiają się różne niespodzianki, od dużych w tytule, przez mniejsze w nazwiskach lub imionach, aż po całkiem małe.
Chochlik drukarski - MARCINA MARCINIAK

Prawdziwą legendą były błędy linotypistów. Linotyp był maszyną, która odlewała z płynnego stopu cały wiersz tekstu, wpisywanego na klawiaturze. Gdy operator popełnił błąd, najprościej było wypełnić daną linię czymkolwiek, a później podmienić na właściwą. Klawiatura linotypu, w odróżnieniu od klawiatury maszyny do pisania, była optymalizowana pod kątem najczęściej używanych liter, a zatem zamiast 1QAZ2WSX3EDC (ukośne cyfry i litery w dół) było ETAOIN SHRDLU lub w polskiej wersji: AIEON WRSXC. Zamiast wpisywać cokolwiek po błędzie, operator po prostu przejeżdżał w dół po klawiszach. Stąd ETAOIN SHRDLU. Jeśli korekta nie wychwyciła błędu, błędny wiersz poszedł do druku.
Żarty z tymczasowości, błędów oraz chochlika drukarskiego przybierały całkiem ciekawe formy. Co by było, gdyby ów chochlik postanowił wydać całą gazetę? Nazwałby ją The Etaoin Shrdlu i powstałoby TO:

ETAOINSHRDLU-nonsensopedia
Źródło – uncyclopedia (ang. nonsensopedia).

To wszystko jest jednak już przeszłością. A zatem stawiam pytanie – czy można spotkać chochlika drukarskiego w epoce Internetu? Takiego prawdziwego, bez błędów ortograficznych lub innej niedbałości o samą zawartość? Bez śmieci zalewających portale?
Można!

Oto on.
chochlik-disqus

Skąd ten błąd? Otóż nasz autorski CMS zakłada proceduralne oddzielenie pisania tekstu od jego zatwierdzania. Aby niedokończonego tekstu nikt omyłkowo nie zatwierdził, dodawaliśmy takie komentarze w tytule. Niestety ktoś raz zatwierdził taki tekst na chwilę i ruszyła cała machina skryptów, która poskutkowała tym, że oryginalny tytuł razem z chochlikiem powędrował do Disqusa. Chociaż linotyp odszedł do lamusa, chochlik drukarski ma się dobrze, nawet w epoce Internetu.

E-mail jest niebezpieczny…

…jeśli się nie umie z niego korzystać. Co pewien czas w mojej skrzynce oprócz pospolitego spamu znajdują się również maile podobne do tego, który otrzymał dziś nasz naczelny:
zrzut
Przyczyną zdenerwowania tego pana był problem zwany popularnie gąsienicą adresów (nie, nie łańcuszkiem maili, to inne zjawisko).
Oto geneza gąsienicy:
– Osoba taka jak pani Anna D. z firmy Inmedia wysyła mailingi i nie ma pojęcia o tym, jak należy to poprawnie robić.
– Każdy z odbiorców mailingu otrzymuje kompletną listę maili.
– Jeśli na choć jednym z komputerów, który taki mailing otrzymały, znajdzie się złośliwe oprogramowanie posiadające harvester adresów (narzędzie do pozyskiwania wszystkich adresów e-mail), to cała lista odbiorców oryginalnego mailingu trafia do bazy spamerskiej.
– Na skrzynkę docelowo przyjdzie więcej spamu.

Kiedyś interesowałem się tym tematem, do analizy posłużyłem się tymczasowymi adresami udostępnianymi przez portal o2 (domeny jadamspam oraz łykamspam – 🙂 ). Od odpowiedzi na podobny mailing do pierwszego spamu mijają średnio dwa tygodnie.
Swoją drogą od firmy Inmedia nie dostałem w ciągu ostatniego roku żadnego spamu PR, najwyraźniej target nie ten.