Rozwój technologii w naturalny sposób niesie ze sobą rezygnację z dotychczas używanych rozwiązań. Wiele zmian, których wszyscy doświadczamy, stało się tak oczywistych, że nawet nie zastanawiamy się nad tym, jak to działało kiedyś. Mamy dziś małe komputery zamiast maszyn do pisania, w kieszeni smartfony połączone do Internetu, doświadczyliśmy kilku dużych rewolucji związanych z przetwarzaniem danych, pojawił się fenomen sieci społecznościowych. Uważam, że poza samymi komputerami (oraz Internetem), największe zmiany w komunikacji spowodowała łączność satelitarna. Z jednej strony sprawiła, że całe klasy urządzeń, umiejętności oraz wręcz zawody ludzi odeszły w zapomnienie, z drugiej strony dostarczyły czegoś, co nigdy nie miało precedensu na świecie – możliwość komunikacji praktycznie wszędzie, za pomocą prostych w obsłudze terminali.

Łączność satelitarna w praktyce dziennikarza
Gdy w kwietniu 2008r. opracowywałem tekst związany z awarią prądu w Szczecinie, korzystałem z telefonu satelitarnego, gdyż lokalna sieć telefoniczna w tym mieście nie działała. Mój rozmówca podłączył swojego Globalstara do gniazda zasilania w samochodzie zaparkowanym przed budynkiem. Łączność satelitarna sprawdziła się w wielu przypadkach i bywa nawet tańsza od roamingu GSM polskich operatorów w niektórych krajach. Łączność satelitarna sprawia, że połączenie do Internetu jest możliwe także z pokładu samolotu i wiele linii lotniczych oferuje taką usługę (ma to Lufthansa lub United na dłuższych trasach). Jest to nowoczesna technologia i warto zobaczyć, jakie inne historyczne rozwiązania odeszły do lamusa, gdy się pojawiła.

Internet z satelity zamiast radia
Jeszcze 50 lat temu wszystkie statki i okręty korzystały z łączności radiowej, komunikując się ze stacjami na lądzie i do końca lat osiemdziesiątych niewiele się w tej materii zmieniało. W samej Ameryce Północnej takich stacji było ponad 26, a w Azji – 87, Polska posiadała cztery (Gdynia Radio/SPH, Szczecin Radio/SPE, Warszawa Radio/SPW oraz Witowo Radio/SPS), na każdym statku były radiostacje oraz osoba wykwalifikowana do ich obsługi. Obsługa wcale nie była prosta i wymagała dość szczególnych umiejętności (w tym biegłości w telegrafii, co obecnie pielęgnują tylko amatorzy i to też nie wszyscy). Dziś wszystkie statki korzystają z łączności satelitarnej, włącznie z łączem internetowym, mimo to, że pierwsze terminale satelitarne były zawodne w krytycznych warunkach – katastrofa statku Prinsendam jest tego dowodem. Postęp techniki sprawił, że obecnie jest to niezawodny środek łączności. Jest również o tańszy od telegramów lub połączeń radiotelefonicznych – kiedyś były rozliczane w złotych frankach i były dość kosztowne. Obecnie niewiele stacji brzegowych działa, a jeszcze mniej oferuje możliwość zestawienia połączenia telefonicznego z morza na ląd przez radio, chociaż każdy większy statek posiada odpowiednią do tego celu radiostację (jest to wymagane przez przepisy). Łącze satelitarne, poczta elektroniczna i telefonia VoIP zmieniły wszystko.

Jeden z ostatnich telegramów wysłanych do stacji Portishead Radio - najważniejszej stacji morskiej na świecie.

Jeden z ostatnich telegramów wysłanych do Portishead Radio – najważniejszej stacji morskiej na świecie.

LORAN, DECCA, CZAJKA, ALFA i OMEGA
Podobne zmiany odnotowaliśmy w nawigacji morskiej i lotniczej. Nawigatorzy PLL LOT, którzy latali na Iłach 62 do Nowego Jorku lub Montrealu, określali pozycję przy pomocy sieci LORAN, zgrywając sygnały na specjalnej dwustrumieniowej lampie oscyloskopowej. Było to amerykańskie urządzenie nawigacyjne, co nie bardzo podobało się Rosjanom w tym czasie. Na statkach korzystano także z brytyjskiego standardu Decca, który wymagał precyzyjnego ustawienia zegarów (tak zwane „nabijanie dekki”) ale w zamian za to oferował dobrą dokładność i umożliwiał budowę prawdziwego automatycznego sternika oraz kursografu. Do dyspozycji był jeszcze globalny system OMEGA (zamknięty w 1997) oraz jego radziecki odpowiednik ALFA, czyli RSDN-20 (sygnały ostatnich pozostałych stacji tego systemu jeszcze da się odebrać). Stacje LORAN stopniowo zamykano do 2010, pozostał jego radziecki (obecnie rosyjski) system CZAJKA, który działa na tej samej zasadzie. W marcu 2001 system Decca przeszedł do historii.

Urządzenie nawigacyjne systemu Decca na mostku HMY Britannia, Edynburg

Urządzenie nawigacyjne systemu Decca na mostku HMY Britannia, Edynburg

Satelita dla okrętów podwodnych
Przełom w określaniu pozycji geograficznej zaczął się razem z satelitarnym systemem Transit, początkowo stosowanym na okrętach podwodnych z rakietami Polaris. Prototyp nowoczesnego jak na owe czasy urządzenia nawigacyjnego Star Trac firmy Radar Devices testował Andrzej Urbańczyk w rejsie dookoła świata jachtem z serii Nord. Później pojawił się Navstar i jego rosyjski odpowiednik GLONASS, odbiorniki obu systemów można znaleźć w dzisiejszych telefonach komórkowych.

Niestety coraz mniej osób uczy się czytania map, jeszcze mniej posiada umiejętność orientacji w terenie, a mało kto chce wykorzystać te umiejętności w praktyce. Wyjątkiem ponownie są pasjonaci, tacy jak moi koledzy z redakcji, którzy startują w zawodach – biegach na orientację.

Reklama urządzenia Star Trac w czasopiśmie Motorboating, lipiec 1983

Reklama urządzenia Star Trac w czasopiśmie Motorboating, lipiec 1983

Wielkie czasze Białej Alicji tuż nad Gorizontem
Łączność na lądzie wcale nie była taka prosta. W odludnych terenach północnej Kanady, Alaski lub na bezkresie Syberii przeprowadzenie kabli nie było ani łatwym, ani tanim zadaniem. Obie potęgi (USA i ZSRR) wybudowały zatem sieć łączności troposferycznej (troposcatter), w której stacje przekaźnikowe były rozmieszczone w odstępie od 100 do 400km. Amerykańska sieć, zbudowana pod koniec lat sześćdziesiątych była nazywana „Białą Alicją” – White Alice (ciekawe wspomnienia na temat tej sieci można znaleźć także tutaj), radziecki system nosił nazwę Siewier oraz Gorizont, na terenie krajów bloku wschodniego, w tym Polski, była osobna sieć o nazwie BARS przeznaczona wyłącznie do celów militarnych. Wspominałem o niej przy okazji wpisu o cyfryzacji łączności.

Schemat sieci łączności BARS

Schemat sieci łączności BARS, w Polsce w większości wykorzystywała urządzenia R-417S Bagiet

Zarówno Biała Alicja, jak i Siewier były sieciami militarnymi, które jednocześnie umożliwiły zestawianie połączeń głosowych i dysponowały transmisją danych (radiolinie R-412M obsługiwały 6 kanałów po 9,6kBit każdy, Alicja miała większą przepustowość). Chociaż dziś wydaje się to bardzo mało, na owe czasy było to szybkie łącze. Za pomocą sieci BARS dowództwo wojsk obrony powietrznej (PWO) mogło oglądać sytuację powietrzną nad NRD, Polską, Czechosłowacją czy Węgrami. Z kolei dowództwo obrony USA zbudowało Białą Alicję po to, by uruchomić radarową sieć wczesnego ostrzegania.

Jedna ze stacji troposferycznej sieci łączności White Alice

Jedna ze stacji troposferycznej sieci łączności White Alice

W obu przypadkach do zestawienia łącza trzeba było wybudować potężne konstrukcje wyposażone w wielometrowe czasze oraz nadajniki o mocy liczonej w tysiącach watów – wszystko zasilane z generatorów dieslowskich, do których paliwo należało dowieźć w bardzo ciężkim terenie. Warunki pracy ludzi z obsługi były trudne. Normą było odosobnienie przez długi czas, z racji lokalizację nie można było liczyć na żadne wycieczki krajoznawcze urozmaicające życie, gdyż odejście na większy dystans od bazy niosło ze sobą śmiercionośne ryzyko w tak niekorzystnych warunkach środowiskowych.

Jako ciekawostkę podam, że dystans między ostatnią stacją amerykańskiej Białej Alicji i radzieckiego Siewieru wynosił mniej niż 300km, a zatem gdyby była taka wola po stronie rządzących obu stron, można było zbudować łącze, które umożliwiłoby bezpośrednie zestawienie połączenia Moskwa-Waszyngton.

alice-gorizont, źródło http://kik-sssr.ru

Sieci White Alice (niebieska) oraz Siewier (czerwona) kończyły się bardzo blisko siebie

Z takiej możliwości jednak nie skorzystano. Jedyna „gorąca linia” była szyfrowanym łączem telegraficznym i wiodła przez Helsinki, Kopenhagę i Londyn a przywódcy obu krajów nigdy nie rozmawiali ze sobą bezpośrednio przez telefon.

Alicja na emeryturze
Łączność satelitarna sprawiła, że wielkoobszarowe systemy łączności troposferycznej stały się przestarzałe dla celów militarnych już pod koniec lat siedemdziesiątych, chociaż radziecka sieć działała jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Amerykanie ostatecznie całkiem zdemontowali stacje Białej Alicji (mieli przy tym problemy związane z ochroną środowiska), Rosjanie część stacji usunęli, resztę zostawili – w kilku miejscach wielkie anteny górują nad tundrą do dziś.

Siewier, źródło: Ralph Mirebs

Pozostałości jednej ze stacji sieci Siewier, źródło: Ralph Mirebs

Razem z łączami satelitarnymi oraz sprawną transmisją danych przez Internet skończyła się także era radiolinii przesyłających sygnał wideo. Ich miejsce zajęły cyfrowe łącza internetowe, które powszechnie wykorzystujemy w IDG do transmisji na żywo naszych e-seminariów.

Łączność troposferyczna jest nadal wykorzystywana przez wojsko do zestawiania lokalnych połączeń, niemniej nie są to już tak rozległe instalacje.
W samej nawigacji zmieniło się tyle, że nawigatorzy nadal jeszcze potrafią wyznaczyć pozycję geograficzną z obserwacji astronomicznych, mogą prowadzić nawigację zliczeniową (tego się wymaga na egzaminach), a specjaliści Unii Europejskiej bardzo poważnie rozważają rozbudowę stacji, które pozostały po systemie LORAN, by można było opracować nowe rozwiązanie, które zapewni elektroniczne wyznaczanie pozycji geograficznej bez korzystania z satelitów Navstar ani GLONASS.
Nie sądzę, by sieci łączności troposferycznej wróciły na bezkresne przestrzenie Alaski, Kanady czy Rosji, ale uważam, że starsza technologia wzbogacona o nową elektronikę jeszcze niejednym nas zaskoczy.
Odpowiedź na tytułowe pytanie powinna zatem brzmieć – zepsuł część umiejętności, które w sytuacji krytycznej mogą mieć znaczenie dla przetrwania.