Co pewien czas testuję różne rozwiązania, w tym najnowsze systemy różnych dostawców. Test Windows 10 preview trwa cały czas i ogólne wrażenia są pozytywne. Nie mogę tego jednak powiedzieć o systemie Apple’a. Zarówno Ubuntu 14.04 z interfejsem MATE (początkowo mnóstwo drobnych błędów, ale ogólnie: działa), jak i Windows 10 Preview (jak wyżej) w porównaniu do OS X są stabilne jak skała i działają o wiele lepiej. Pomijam tutaj moje przyzwyczajenie z interfejsem użytkownika (dock to jest coś tylko dla macochistów) oraz problemy ze sprzętem (przegrzewanie się MBP, zażółcenie ekranu tego egzemplarza). Oto moje główne zarzuty wobec OS X Yosemite.

Niestabilność samego systemu.
Przez całe lata korzystałem z Windows i Linuksa równolegle (ten drugi system jest moim podstawowym OS na laptopie) i oczekiwałem od OSX stabilności porównywalnej do tej, którą znam z Ubuntu. O ile starsze wersje OSX rzeczywiście obywały się bez restartu tygodniami, o tyle Yosemite musiałem restartować codziennie. Nadmienię, że jedynym powodem do restartu Linuksa jest aktualizacja jądra – w pozostałych przypadkach wystarczy uśpienie systemu. W Windows 8.1 oraz 10 Preview restartów było więcej, gdyż każda większa aktualizacja tego wymaga. Aplikacje produkcyjne w OS X Yosemite wywracają się o wiele częściej niż beta ich odpowiedników w Linuksie czy Windows.

Problemy z kartami graficznymi
Od lat kupuję komputery sprawdzając przedtem HCL (hardware compatibility list), by nie nadziać się na sprzęt, który nie będzie działał pod Linuksem. Wydawało mi się, że w przypadku OSX ten problem nie istnieje, gdyż wszystko pochodzi od jednego producenta. Niestety się myliłem. W programie do edycji wideo regularnie pojawiają się przykre artefakty w oknie podglądu, oglądane wideo czasami zamienia się w tak zwaną „sieczkę”. Podejrzewałem problemy ze sprzętem, ale moi koledzy, którzy montują wideo na Macach Pro z systemem Yosemite, również narzekali na problemy ze sterownikami do kart FirePro (czyli Radeona HD7900, który w Windows 8.1 działa dobrze). Przyczyna być może leży zatem w samym systemie albo w dołączanych przez Apple sterownikach. Być może także to jest przyczyną problemów z Wi-Fi, o których napiszę nieco później.

Wycieki pamięci skutkujące olbrzymim plikiem wymiany
Problemy z wyciekami pamięci zdarzają się we wszystkich trzech systemach, ale w przypadku OS X problemy są o wiele gorsze, niż się na pozór wydaje. Swap w Yosemite potrafi rozrosnąć się do 30GB, a to już jest przesada. O sprawnym działaniu systemu można wtedy zapomnieć. Mam wrażenie, że OS X nie potrafi ograniczyć zużycia zasobów. Problem był znany w wersji Mavericks, ale teraz jest jeszcze gorzej.

Błędy w udostępnianiu zasobów (w obie strony)
W normalnej eksploatacji korzystam z drukarek i folderów udostępnionych w sieci lokalnej. W OS X Yosemite zasoby „znikają” i w żaden sposób nie da się połączyć do sieciowej drukarki. Pomaga dopiero restart – przypomina to zachowanie systemów Windows 9x, gdy oprogramowanie sieci Microsoft Networking potrafiło się załamać i nie dało się korzystać z drukarek bez restartu. W Linuksie zdarzało się bardzo rzadko, w Windows nieco częściej, ale ogólnie był to ewenement.
Udostępnianie zasobów za pomocą Bonjour jest niedopracowane, gdyż po włączeniu udostępniania, systemowi zdarza się zmienić nazwę własnego komputera, by nie powodowała konfliktu „z samym sobą”. Wielokrotnie na różnych konferencjach widziałem nazwy typu „Mark’s Macbook Air (2)” – teraz już wiem skąd te kolejne wcielenia. To wcale nie muszą być kolejne komputery tej samej osoby.

Połączenia sieciowe
Połączenia Wi-Fi od bardzo dawna były słabą stroną niektórych wydań OSX, ale w przypadku Yosemite jest to jeden z najważniejszych problemów. Roaming nie działa, po kilku godzinach przesyłu danych w sieciach zabezpieczonych przez WPA2 połączenie się załamuje. Niezbędny jest restart połączenia albo (lepiej) całego systemu. Gorzej niż w Windows, porównywalnie do Linuksa z importowanymi z Windows sterownikami.

Niedopracowanie interfejsu użytkownika
Spowolnienie interfejsu użytkownika (znane z Windows Vista) nigdy dotąd nie zdarzało się w OSX, który miał podobną subiektywną responsywność jak Linux z GNOME 2. Oczekiwanie 30 sekund na wykonanie prostego polecenia? Do tej pory tylko w Windows 7, teraz również w Yosemite. Na szczęście restart pomaga.
To samo dotyczy współdzielenia ekranu. Usługa systemowa, która działała całkiem nieźle w starszych wersjach, obecnie jest niestabilna i nie nadaje się do pracy produkcyjnej. Nie odważyłbym się skorzystać z tej opcji przy prezentacji wideo na żywo, na konferencji lub podczas e-seminariów. Dla porównania zdalny pulpit Windows 8 i 10 działa świetnie i nigdy nie spotkałem żadnych poważniejszych problemów.
Zachowanie OS X przy kilku monitorach nigdy dotąd nie było tak dokuczliwe. Najlepiej ta opcja działa w Ubuntu, gdyż umożliwia sensowne umiejscowienie okien zgodnie z tym, co się chce uzyskać (bardzo pomagają tu opcje Compiza i trochę tweakingu), na drugim miejscu jest Windows 10 Preview, które przegrywa tylko niedopracowaną pracą na kilku pulpitach (Linux zna to od ponad 15 lat). Błędy w OS X sprawiają, że okna pojawiają się w różnych miejscach i nigdy nie wiem, czy to będzie działało, czy nie. Być może przyczyną jest to, że do komputera dołączam monitory i projektory o różnej rozdzielczości.
W UI widziałem mnóstwo różnych niespodzianek, ale największą ciekawostką było okno zapisu pliku w Yosemite, które za każdym użyciem powiększa się o około 20 pikseli. Pomaga dopiero restart systemu.

Fatalny program pocztowy
Gdybym miał wybrać która z aplikacji Apple jest najgorzej napisana w stosunku do pełnionej funkcji, to wybrałbym Mail. Transport SMTP wywala się dość często, aplikacja nie potrafi pobrać wiadomości, sypiąc przy tym dziwnymi błędami. Połączenie z serwerem Exchange jest zawodne. Restart aplikacji czasami pomaga, ale częściej niezbędny jest restart całego systemu. Jak w pierwszej wersji Windows 95. Po zaimportowaniu jednego folderu (zawierającego jedynie część informacji prasowych, które otrzymuję), Mail pada i nie nadaje się do użytku. Outlook jest o wiele lepszy, to samo Evolution pod Linuksem. Ogólna rada – kupić Microsoft Office i korzystać z Outlooka, bo działa.

Bałagan w fotografiach
iPhoto to ogólna porażka, już Shotwell pod Linuksem działa lepiej. Organizowanie fotografii jest słabe, sam program się często załamuje lub zawiesza. Nie zawsze da się kolekcję synchronizować, a zdarzają się także fotografie znikające z kolekcji. Przez pewien czas testowałem Aperture, ale ogólnie jest to słaby produkt – nie nadaje się do korzystania przez dziennikarza, który robi sporo zdjęć. Picasa dla Windows wygrywa, nie mówiąc o oprogramowaniu firmy Adobe.
Do listy pozostałych porażek Apple’a dodałbym obowiązkowo iTunes – wersja 12 jest jedną z najbardziej niedopracowanych, które widziałem. Na szczęście nie będę musiał z niego korzystać, gdyż nie zamierzam używać telefonów Apple’a. To samo dotyczy Message.
Po dość długich testach bez żalu wróciłem do środowiska Linuksa i Windows. Mimo drobnych dokuczliwości są to systemy produkcyjne, stabilne i nadają się do codziennej pracy.

dodane – 15 stycznia
Po kilku komentarzach zdecydowałem się opublikować notatki z pozostałymi problemami. Podobnie, jak czynią to „Pogromcy Mitów” chciałem sprawdzić, czy powszechnie znane narzekanie na najnowszy system z Cupertino mija się z prawdą, czy też nie. Udało mi się odtworzyć WSZYSTKIE najważniejsze problemy, a większość z nich pojawiła się bez żadnych starań. Wystarczyło zainstalować to samo oprogramowanie (zresztą na tym komputerze już ono było).
Do powyższej listy należy dodać zatem:

Niestabilność połączeń via Thunderbolt
Dołączenie urządzeń wideo sprawia, że system albo to urządzenie widzi, albo nie, ale wyłączenie wtyczki i ponowne połączenie wymagać będzie restartu komputera. Inaczej transmisja się rwie. Aby działało, trzeba wystartować komputer z dołączonym urządzeniem. Problem jak w Windows 98 przy pierwszym wcieleniu USB. Zjawisko problematycznych połączeń objawiło się w pełnej krasie po dołączeniu miksera BlackMagic albo instrumentu Ketron SD5. Chociaż przyznaję, że po reinstalacji się uspokoiło – jak w Windows 98, co pewien czas trzeba przeinstalować system.

Problemy z Wi-Fi
Były i są bardzo dotkliwe, połączenie rwie się często i żadne z porad (usunięcie Bluetootha, usunięcie plików konfiguracyjnych interfejsów sieciowych z /Library/Preferences, przestawienie routera na jeden mod pracy – zamiast B/G/N ustawić na przykład N, zmiana ESSID, zmiana hasła) nie przyniosły rezultatów. Pomogło dopiero wprowadzenie znacznie słabszego szyfrowania WPA zamiast WPA2 z korporacyjnym uwierzytelnieniem (taki mam standard w mojej sieci). O tym, że w tym połączeniu nie działa poprawnie klient VPN to nawet nie wspominam. W końcu udało się przewalczyć także i to, ale wcale nie było to proste. Niestety nie działało uwierzytelnienie połączeń VPN tokenami USB.

Niestabilna obsługa zasobów z serwera Windows
Jeśli ktoś, tak jak ja, posiada spore archiwum zasobów (zdjęcia, materiały filmowe z różnych wyjazdów, inne pliki) nie może sobie pozwolić na przechowywanie wszystkiego na stacji roboczej. Niestety OS X ma niestabilną obsługę CIFS (podejrzewam problemy z DNS), a zatem zasoby udostępniane potrafią nagle „znikać”, a na drukarkach sieciowych nie da się niczego wydrukować. Pomaga tylko restart, czasami jednak opcja resetu systemu wydruku przynosi krótkotrwałą poprawę.

Problemy z pocztą
PProgram sypie błędem – index jest uszkodzony. Przeniosłem bibliotekę maili na pulpit i zaimportowałem. Pomogło na chwilę, przy następnym folderze po restarcie Mail znowu ma ten sam błąd. Nie udało się zaimportować nawet połowy maili z jednego archiwum za pomocą klienta Exchange. Outlook działa bez pudła, a Mail to nie jest poważny program. O takim detalu jak ciągłe powitanie za każdym razem nawet nie wspominam, bo to dość częsty błąd i poradziłem sobie z nim prosto.

Skopane preferencje
System nie pamięta ustawień np. powiadomień po restarcie. Pomogło dopiero wywalenie konfiguracji powiadomień z użyciem poszukiwania i poleceń terminala. Dość częsty błąd, mnie też dotknął. Nie udało się przewalczyć tego, że OSX nie trzymał ustawień profilu barw. Nie pamiętał też zachowania po dołączeniu różnych monitorów. Okna wyskakiwały nie tam, gdzie sobie tego życzyłem. PowerPoint też miał problemy z pracą na dwóch monitorach. Współdzielenie ekranu od początku działało niestabilnie, prawdopodobnie przyczyną jest zła praca demona discoveryd. Pomogła dopiero reinstalacja, ale tylko częściowo, bo discoveryd jak był skopany, tak nadal jest.

Problemy z reinstalacją
Receptą na rozwiązanie niektórych problemów miała być reinstalacja systemu na wyczyszczony dysk. Po zrobieniu bootowalnego pendrajwa okazało się, że system wystartował dopiero po trzecim razie (dwa pierwsze podejścia skończyły się zwisem instalatora). Kolega z redakcji, miał ten sam problem, także z Yosemite. Tak samo, jak u mnie, zadziałało dopiero za trzecim razem. Do trzech razy sztuka.

Powyższe umożliwia wyciągnięcie następujących wniosków:

  1. Apple nie potrafi napisać porządnie sterowników do kart Thunderbolt, Wi-Fi i Bluetooth (sprzedawanych przez Apple), w systemie, który samo pisze.
  2. Jedna z najważniejszych usług sieciowych w OSX (serwer DNS) jest napisana źle i to skutkuje problemami od udostępniania ekranu, plików i drukarek, aż po wysypywanie się niektórych aplikacji
  3. Niestabilność aplikacji skutkuje wyciekami pamięci, z którymi OSX Yosemite sobie nie radzi.
  4. Część błędów może być faktycznie spowodowanych awarią sprzętu. Niemniej był to nowy komputer sprzedawany o wiele drożej od dobrego peceta, a za tę cenę należy oczekiwać dobrej jakości wykonania i kontroli jakości przed sprzedażą.
  5. Być może mam pecha, ale pech ten jest wysoce selektywny – w tym czasie instalowałem kilka razy Windows 10 Preview w maszynach wirtualnych, trzy dystrybucje Linuksa, bazę Oracle i parę innych narzędzi i było OK.

Na finał dodam jeszcze słynne podejście Apple do polskiego rynku. Oto dowód:
Lokalizacja OSX
Nadmienię, że lokalizacja systemów to jest standard od dawna (Windows 3.0 były w języku polskim). W klasyku (starej wersji systemu Apple) można było system zlokalizować samemu!