W ramach odpoczynku od spraw konferencyjnych postanowiłem przetestować coś, co od dawna czekało na zastosowanie – jeden z najmniejszych komputerów w ogóle. Mowa o Raspberry Pi, malutkim komputerze wielkości karty kredytowej, potrzebującym zaledwie 3,5W (zmierzone użycie energii to 710mA ze źródła 5V przy myszce podłączonej do portu USB i aktywnym połączeniu internetowym).

Czy zawsze potrzebujemy najwyższej wydajności, wielu gigaflopsów?

Do niektórych zadań z powodzeniem wystarczy niewielki procesor w sprawnej energetycznie technologii ARM.
Mam dalsze plany związane z tym komputerkiem, gdyż wbrew pozorom oba procesory malinki (CPU i GPU) mają całkiem niezłą wydajność, z grubsza Raspberry Pi odpowiada konsoli Xbox z 2001r. Bez problemu radzi sobie z obsługą radia internetowego, u mnie będzie to jego główne zastosowanie. Muszę jeszcze dokupić przejściówkę z HDMI na VGA, zrobić ładną obudowę, przebudować używany zasilacz (by nie produkował zakłóceń), a także dostosować nowe ustawienia bezpieczeństwa na domowym firewallu.

Raspberry Pi

Najwięcej problemów miałem z uruchomieniem samej dystrybucji Raspbmc, gdyż po restarcie malinki system nie chciał się uruchomić. Pomogło dopiero nagranie na kartę kompletnego obrazu dystrybucji za pomocą narzędzia ImageWriter. Po restarcie oprogramowanie automatycznie zainstalowało łatę na openssl (mowa o bardzo istotnej podatności). Ustawiłem wyjście audio, wideo, zainstalowałem wtyczkę do obsługi radia internetowego – wszystko za pomocą myszki – a potem włączyłem jedną z moich ulubionych stacji radiowych.
W ten sposób mogę słuchać radia przez Internet bez uruchamiania komputera.
Malinka działa
Komputerek rok temu dostarczyła firma Farnell Element14, niestety ze względów osobistych białe pudełko musiało poczekać na to, aż będę miał wolny weekend. Już dochodzę do zdrowia i powoli wracam do zadań.
Właśnie gra mi Metallica, Nothing Else Matters z radia RAM FM.