Temat wypadku lotu MH370 (Boeing 777-200ER, wystartował z Kuala Lumpur w drodze do Pekinu 8 marca o 16:41 czasu UTC, 00:41 czasu lokalnego) jest obecny na pierwszych stronach wielu gazet. Od początku rodziły się teorie spiskowe, obecnie oficjalnie mówi się o uprowadzeniu samolotu przez kogoś, kto dobrze znał się na pilotażu, a nieoficjalnie wspomina się o kilkutonowym ładunku złota. Pilot tego samolotu wyłączył transponder, zablokował całą komunikację elektroniczną, poza automatycznym modułem wysyłającym przez łącze satelitarne Inmarsat informację o pracy silników i zawrócił z zaplanowanej drogi, udając się w nieznanym kierunku. Tutaj jest tekst na ten temat na portalu Niebezpiecznik.pl.

Na podstawie odległości od satelity geostacjonarnego Inmarsat, udało się określić jedną ze współrzędnych lokalizacji samolotu.
Informacja o trasie MH370

Pozostaje ważne pytanie – gdyby to było porwanie, to w jaki sposób pilot-porywacz mógłby skomunikować się z ziemią bez użycia łączy satelitarnych? Jakoś musiał powiadomić swoich „mocodawców” o postępie zaplanowanych działań.
Jest na to sposób – wystarczyło użyć radiostacji krótkofalowej. Każdy samolot latający na długich dystansach posiada co najmniej dwie radiostacje krótkofalowe (HF), w przypadku Boeinga 777 jest to urządzenie firmy Rockwell-Collins model HFS-900D . Jest to dość mocna radiostacja, moc średnia to 150W, pokrywa cały zakres fal krótkich (od 2 do 29.99 MHz), a zatem przy dobrej antenie i właściwej częstotliwości roboczej zapewnia praktycznie globalny zasięg. W odróżnieniu od urządzeń cyfrowych, emisja głosowa nie zawiera informacji o samolocie, a zatem porywacz mógłby skomunikować się właśnie przy pomocy fal krótkich. Wystarczy uprzednio uzgodnić częstotliwości robocze poza zakresem lotniczym, a następnie nawiązać krótką łączność po wyjściu poza horyzont radiowy z Kuala Lumpur.
Na ziemi do tego celu wystarczy dowolna radiostacja, nawet amatorska, za mniej niż 2 tysiące USD. Do łączności na krótki dystans można było użyć fal w zakresie około 3MHz, na dalsze odległości lepiej „noszą” pasma 6-8MHz lub 10-14MHz. Częstotliwości lotnicze są monitorowane, ale poza nimi monitoring jest bardzo, ale to bardzo słaby. Dowodem mogą być rosyjscy piraci radiowi, którzy nadają blisko lotniczej częstotliwości, na której nadaje Mumbai Radio. Nasłuchowcy znają te rozmowy od lat i nikt rosyjskich ani włoskich piratów radiowych nie tępi, dopóki nikomu nie zakłócają.

Dlaczego o tym wspominam?
W weekend 8 marca, była bardzo dobra propagacja fal krótkich, szczególnie z Europy do USA, na Daleki Wschód i Oceanię, z czego korzystali radioamatorzy-krótkofalowcy. Raporty z amatorskich automatycznych stacji nasłuchowych w pełni to potwierdzają:
reversebeacon
Z powyższego raportu wynika, że stacja w Belgii (znak wywoławczy ON5KQ) słyszała stację z Australii (znak VK6VZ), a niemiecka DL9GTB – hinduską VU2BM, z kolei nowozelandzką stację ZM4M odebrał automatyczny odbiornik duńskiej stacji OZ5W. Każdego dnia powstaje nawet pół miliona podobnych zapisów. Mumbai Radio na 6,6 MHz miało 8 marca wieczorem bardzo silny sygnał w Polsce, słychać było także samoloty, a rosyjscy piraci prowadzili swoje rozmowy.

Otóż istnieje dość wysokie prawdopodobieństwo, że ewentualna rozmowa prowadzona na falach krótkich z pokładu samolotu mogłaby być odebrana nawet w Europie, Japonii czy USA przez automatyczne stacje odbiorcze SDR (Software Defined Radio). Być może klucz do rozwiązania zagadki leży właśnie w takich rozmowach?
Pierwsze prośby do radioamatorów o pomoc związaną z poszukiwaniami samolotu ogłoszono wczoraj.
Dokładniejsza analiza, którą przeprowadziłem na podstawie dwóch milionów rekordów pochodzących z sieci reverse beacon wskazuje ponad wszelką wątpliwość, że gdyby pilot rzeczywiście nadawał na paśmie 7MHz lub 14MHz (zależnie od czasu) i wybrał „cichą” częstotliwość, to bez wątpienia byłoby go słychać w Europie.