Gdy pewne technologie odchodzą do lamusa, razem z nimi przestają być potrzebni także ludzie, którzy je utrzymywali. Komputeryzacja spowodowała zanik wielu zawodów, takich jak zecer czy metrampaż, ale także radiooficer na statku oraz radiooperator telegrafista po stronie stacji na lądzie.
Jeszcze 15 lat temu prowadzono regularnie łączności radiowe ze statków przy pomocy radiostacji. Na lądzie pracowała ekipa dyżurnych operatorów, nadających i odbierających sygnały nadawane z morza, dawniej także wysyłających telegramy alfabetem Morse’a i odbierających podobne depesze w drugą stronę. Łączności głosowe prowadzono emisją jednowstęgową SSB czyli J3E, stacja na lądzie mogła przekazać sygnał dalej do sieci telefonicznej. Na statku radiooficerowie prowadzili nasłuchy i łączności, nadawali telegramy, zestawiali łączności na ląd, a w przypadku awarii każdy z nich był radiotechnikiem, naprawiał radiostację. Obecnie nie ma już takiej osoby na pokładzie.
Ewentualną naprawę wykonuje specjalizowany serwis, urządzenia są zwielokrotnione, a oficerowie nawigacyjni posiadają świadectwo radiooperatora, rozmawiają sami i nie korzystają z telegrafii. Wezwanie pomocy realizuje się zupełnie inaczej – automatycznie. Zamiast radiostacji wielkości typowej szafy przemysłowej (a nawet kilku!), jest niewielkie urządzenie na mostku. Jak to wyglądało kiedyś? Oto przykład:

Na zdjęciu radiooficer Jerzy Stech w swojej kabinie, w tle urządzenia nadawcze polskiej produkcji (źródło).
Produkowana dziś radiostacja o mocy nadajnika ponad 100W jest wielkości niedużego serwera kasetowego 4U i jest mniej awaryjna od starych konstrukcji. Nadal jednak jej obsługa bywa zbyt trudna dla kogoś, kto nie jest specjalistą od radiokomunikacji. Radiołączność głosowa i teleksowa (NBDP, jeszcze 10 lat temu bardzo popularna) praktycznie zamarła. Oficerowie, którzy nie są specjalistami od radia, wolą korzystać z systemów satelitarnych, które w najprostszej wersji są na pokładzie prawie każdego statku. Łatwiej wysłać faksymilę za pomocą urządzenia Inmarsat C, niż użyć radiostacji krótkofalowej, zestawić połączenie radioteleksowe i dopiero wtedy wysłać fax. Na falach krótkich słychać głównie Rosjan.
Zamiast radiooficera, popularnie zwanego radiem lub radzikiem (kiedyś także drucikiem, a nawet trzęsiłapką – z racji na nadawanie alfabetem Morse’a przy pomocy telegraficznego klucza sztorcowego), wystarczy nowoczesna elektronika i łączność satelitarna.
Razem z zanikiem łączności na telegrafii (CW) oraz fonii (SSB, głównie górna wstęga, czyli USB – upper sideband), znikła sieć stacji na lądzie. Zlikwidowano tak legendarne stacje, jak Gdynia Radio (zamknięta w 2003r, relacja jest tu, ostatnia wiadomość jest tu) czy Szczecin Radio, a także niemieckie Nordeich Radio i brytyjskie Portishead Radio.
Na statkach pojawiły się emisje cyfrowe, wdrożono świetny system AIS. Na każdym nieco większym statku działa komputerowy system, który pozyskuje własną pozycję uzyskaną z GPS, a następnie wysyła sygnał do typowego nadajnika ultrakrótkofalowego. Terminal odbiera informacje nadawane przez inne statki i wyświetla wyniki na ekranie. Można nawet przez Internet obejrzeć mapę położenia statków.
Oto przykład okolic portu we Władysławowie, można wyświetlić drogę przebytą przez statek i zarejestrowaną w systemie:

Są także informacje o samym statku:

Ten kuter wyruszył na krótki rejs w okolice Władysławowa, właśnie wraca do portu.
Dlaczego ten system jest tak sprawny? Bo jest tani, prosty i automatyczny.
Trudno byłoby nauczyć oficera nawigacyjnego, który wiele lat spędził na morzu (wręcz „obrósł muszlami” – ludzie morza znają nieco bardziej „morskie” określenie), obsługi skomplikowanej radiostacji krótkofalowej – a to zadanie wypełniał przez lata radiooficer.
Kluczem do rozpowszechnienia się jakiejś technologii wśród ludzi, którzy nie są specjalistami w jej obsłudze, jest prostota użycia. Właśnie dlatego powstały sieci społecznościowe, a Web 2.0 odnosi taki sukces – nie trzeba pisać strony WWW w HTMLu i transferować na serwer, by coś opublikować. To samo dotyczy innych działów techniki – zbytnie skomplikowanie obsługi danej technologii przyczynia się do jej upadku.

Edit – dostałem bardzo miłego maila od jednego z byłych „radzików”. TNX FER CALL. Dziękuję za uznanie. Mały suplement – oto zdjęcie kabiny radiooperatora (radio room) statku Glengarry, razem z objaśnieniami.
Kabina radio statku m/v Glebgarry/GNCS
Identyczny nadajnik można było spotkać na wielu brytyjskich statkach, była to dość sprawdzona konstrukcja. W tym czasie telegrafia była jedynym sposobem niezawodnej łączności radiowej na całym globie.
73 GL GB SK