W Sylwestra nigdzie się nie wybierałem. Postanowiłem za to przez Internet obejrzeć sylwestrową zabawę transmitowaną z placu Konstytucji. Niestety oficjalna internetowa retransmisja TV Polsat nie nadawała się do niczego. Po kliknięciu w link w reklamie na głównej stronie ipla.tv okazało się, że „strona o tym adresie nie istnieje”. Dalsze poszukiwania przyniosły identyczne rezultaty.

To samo dotyczy internetowego przekazu Telewizji Polskiej – odtwarzacz korzysta z technologii, która nie działa na żadnym z komputerów ani tabletów w moim domu. Użytkownicy komputerów Mac na to narzekają, transmisja TVP nie jest dostępna na żadnym z najpopularniejszych tabletów ani telefonów. Nic dziwnego, że użytkownicy tabletów już wybierają wideo dostarczane z innych źródeł.

Piraci górą!
W Sylwestra działała jedynie piracka retransmisja Polsatu zrealizowana przez kilku internetowych broadcasterów – a zatem dobrą, dostępną treść dostarczali jedynie piraci. Nie pierwszy raz zresztą.
Problemy z przekazem TVP dało się odczuć przy oglądaniu Euro 2012 – od fatalnego Silverlighta z TVP lepszy był strumień wideo niemieckiej telewizji ARD i komentarze pana Zimocha z pierwszego programu radia.
Jeśli tak ma wyglądać przekazywanie treści w Polsce za pomocą Internetu, to ja za ten postęp uprzejmie dziękuję.

Kulturalny sabotaż
O problemach ze zgodnością międzyplatformową wspominałem wielokrotnie, gdyż jest to jeden z projektów, które powoli prowadzę. W dobie powszechnej dostępności technologii telewizyjnego przekazu wideo, ograniczenie retransmisji polskiej telewizji publicznej do użytkowników jednego systemu operacyjnego na desktopach, należy nazwać wprost: jest to kulturalny sabotaż. Dla porównania – BBC oglądałem wielokrotnie przez Internet w UK, działa bez problemów na tabletach. Działa nawet w Ubuntu. A tymczasem użytkownicy najpopularniejszego tabletu na świecie (w Polsce też!) TVP nie obejrzą. W dobie post-PC każde takie ograniczenie jest karygodnym błędem, za który zapłacimy drogo w przyszłości.