Jest to wpis nieinformatyczny. Gdy przeglądałem materiały na temat łączności wykorzystywanej przez Solidarność w okresie stanu wojennego (dostępne na stronach UKE), napotkałem bardzo ciekawy fragment w języku angielskim, zawierający instrukcję użycia amatorskiego satelity OSCAR 7 do łączności między Warszawą i Gdańskiem.

W tym czasie telefony nie działały, a potem były podsłuchiwane, o ile w ogóle udało się nawiązać połączenie.
Wspomniany satelita był dedykowany dla radioamatorów-krótkofalowców, służąc do niezliczonych łączności radiowych. OSCAR 7 był wystrzelony w 1974r. i skończył żywot przed stanem wojennym. Teoretycznie.
Chociaż możliwa była nielegalna łączność radiowa na falach krótkich między Warszawą i Gdańskiem, radionamierniki służb PRL potrafiłyby taką radiostację namierzyć dość szybko. Tymczasem nadawanie na ultrakrótkich anteną kierunkową kierowaną prosto w satelitę, przy małej mocy nadajnika zapewniałoby bardzo dobre bezpieczeństwo przed namierzeniem. Słaby sygnał poza główną wiązką anteny był praktycznie nie do wykrycia z większej odległości, a nadajnik mógł być ukryty w dowolnym miejscu, z dala od stacji namiarowych Radiokontrwywiadu, wojska lub Państwowej Inspekcji Radiowej. Sama antena jest niewielka, radiostacja także.
W tym czasie sprzęt stosowany w Polsce przez SB, milicję czy wojsko był słabej jakości, władzy brakowało też wiedzy na temat fal ultrakrótkich, gdyż w krajach bloku wschodniego w technologii UKF brylowali jedynie specjaliści z NRD, byli lepsi nawet od tych z ZSRR.
Czy zmuszono nieczynnego przecież satelitę do pracy? Jak? Prawdopodobnie wystarczyło poczekać. OSCAR 7 był zasilany bateriami słonecznymi, które dostarczają energię tylko wtedy, gdy satelita jest oświetlony, energia była przechowywana w akumulatorach. Mimo uszkodzenia akumulatorów, całość działa do dziś, choć w ograniczonym zakresie.
Czy wykorzystano ten genialny sposób w praktyce? Nie wiadomo, poza tym jednym materiałem oraz późniejszymi próbami moich kolegów z pasma, nie natrafiłem na relacje, które by to potwierdziły.
Gdyby tak było, mielibyśmy do czynienia z genialnym sposobem „podziemnej” nielicencjonowanej komunikacji w stanie wojennym, wykorzystującym częściowo aktywnego amerykańskiego satelitę, dwie amatorskie radiostacje oraz odrobinę sprytu i wiedzy.

Aktualizacja

Dzięki dokumentom z Instytutu Pamięci Narodowej oraz relacji Romualda Lazarowicza udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, że rzeczywiście polskie podziemie w okresie stanu wojennego skorzystało z amerykańskiego satelity – transmisja odbyła się 26 lutego 1982r. Oprócz tego Solidarność otrzymała nieco później telefon satelitarny sieci Inmarsat. W tym samym czasie MO i SB korzystała z prostych radiotelefonów stabilizowanych kwarcami, a nadajniki Solidarności Walczącej miały już profesjonalną syntezę częstotliwości. Podziemie dysponowało technologią, o której kontrwywiad radiowy mógł tylko pomarzyć…