Gdy inżynier mówi o ciągłości działania, pierwsze skojarzenie to wysoka dostępność sprzętu. O wiele mniej mówi się na temat awarii samej aplikacji – co również może nastąpić. Doświadczyłem tego dziś wcześnie rano na lotnisku w Dubaju, gdy na stanowisku odprawy poprosiłem o kartę pokładową (odprawiłem się poprzedniego dnia tuż po przybyciu, za pomocą aplikacji internetowej). W większości lotów europejskich wystarczy wersja mobilna z kodem cyfrowym 2D, na niektórych lotniskach (na przykład w Monachium) są nawet bezobsługowe bramki, które skanują kod z karty lub telefonu i automatycznie wpuszczają na pokład. Niestety w Zjednoczonych Emiratach Arabskich niezbędna jest papierowa karta pokładowa, na którą podczas kontroli paszportowej zostaje wstemplowana data opuszczenia kraju. Ponieważ przestał działać lokalny system drukowania kart pokładowych z którego korzystali agenci handlingowi, otrzymałem ręcznie wypisaną kartę zastępczą. Tak wyglądała:


Niestety musiałem ją oddać na bramce, otrzymałem w zamian dwie wydrukowane karty, w tym także tę na drugi odcinek podróży, z Monachium do Warszawy.
Najważniejszy wniosek, o którym należy pamiętać, brzmi: dla każdej awarii, nawet tej mało prawdopodobnej, należy mieć plan, który umożliwi podtrzymanie obsługi głównej gałęzi biznesowej firmy. W tym przypadku wystarczyły dwa proste przyrządy – długopis i pieczątka – oraz ustalona i ściśle zastosowana procedura. Dzięki tej procedurze, najważniejsza czynność stanowiska odprawy została zrealizowana – można było skierować pasażera do bramki.