Po raz kolejny okazuje się, że przyczyna problemów z bezpieczeństwem może znajdować się między fotelem a klawiaturą. Wewnętrzne śledztwo prowadzone w banku UBS wykazało, że systemy zarządzające ryzykiem wykryły niecodzienną aktywność maklera Kweku Adoboli. Przypomnijmy – na instrumentach pochodnych stracił on 1,3 miliarda funtów szterlingów. Problem polegał nie na tym, że nikt nie wykrył jego działań, ale na tym, że nikt nie podjął stosownych działań po zgłoszeniu alertu przez systemy monitorujące aktywność i zarządzające ryzykiem w tej instytucji. UBS odmówił wyjaśnień brytyjskiemu wydaniu Computerworld na temat systemów wykorzystywanych w tej instytucji, ponadto nie ujawniono czy Adoboli obszedł któreś z zabezpieczeń, czy po prostu udało się obejść przynajmniej część tego systemu. W wyniku tego zdarzenia ze stanowiska zrezygnował prezes banku Oswald Grubel a także dwóch innych szefów global equities business: Francois Gouws oraz Yassine Bouhara.
Wiadomość na ten temat jest tutaj.
Jestem ciekawy jak wygląda stan zabezpieczeń polskich banków przed takimi zdarzeniami. Każdy bank posiada komórkę zarządzania ryzykiem, która powinna posiadać odpowiednie instrumenty kontrolne, także do transakcji na rynku instrumentów pochodnych. Wiem, że nikt oficjalnie tego nie powie, ale może uda mi się dowiedzieć czegoś ciekawego.