Gdy występuje załamanie systemu operacyjnego, zwykły użytkownik zazwyczaj winą obarcza producenta tego systemu. W większości przypadków wina leży jednak gdzie indziej. Gdy testowałem kartę Firewire Solo, dość często występował błąd STOP systemu Windows 7. Podobnie zachowywało się Windows XP z jedną z kart bezprzewodowych, a także po podłączeniu instrumentu muzycznego za pomocą interfejsu MIDI USB.
Krótkie sprawdzenie przyczyny udowodniło, że winny oczywiście nie jest Microsoft ale dziurawy jak sito sterownik do karty.
To samo dotyczyło Linuksa Ubuntu 10.10, gdy zainstalowałem ten system na jednym z badanych laptopów i stroiłem pod kątem maksymalnego czasu pracy na baterii. Uruchomienie aplikacji powertop z uprawnieniami UID 0 powodowało za każdym razem załamanie systemu (kernel panic, odpowiednik błędu STOP w systemie Windows). Krótkie dochodzenie wskazało winnego – był nim zamknięty sterownik do karty bezprzewodowej. Podobnie, jak w Windows 7, był to element dostarczony z zewnątrz i producent OS nie miał wpływu na jego kod, ani stabilność.
Między innymi z tych powodów administratorzy są bardzo sceptyczni przy instalacji sterowników dostarczonych przez firmy trzecie. W środowisku korporacyjnym liczy się ciągłość działania, zatem błędy STOP/kernel panic po prostu nie powinny się zdarzać. Dlatego producenci serwerów certyfikują swoje produkty, by prawdopodobieństwo załamań systemu było możliwie niskie. Między innymi po to płaci się za usługi wsparcia technicznego. Biznesowy system operacyjny (obojętne, czy jest to Windows, Linux czy Solaris) pracujący na sprawnym i certyfikowanym sprzęcie, będzie działać stabilnie.