Czy nowe, energooszczędne produkty, są lepsze, czy jest to krok wstecz? Bywa, że to drugie. Przykładem może być o wiele gorsza jakość produkowanego zjawiska – widać to bardzo dobrze w przypadku światła. Świetlówki kompaktowe dają fatalne światło (sprawa wykracza poza ramy tego tekstu, ale wrócę do niej później). Wycofanie żarówek 100W i mocniejszych jest jednym z gorszych działań, bo ludzie zostali zmuszeni do korzystania z kiepskich zamienników, gdyż tylko te są promowane i łatwo dostępne. Tymczasem udział oświetlenia domowego w ogólnym zużyciu energii nie przekracza ułamków procenta. Oszczędność 10% energii w hucie aluminium zrównoważyłaby wszystkie oszczędności, jakie zrobiłyby świetlówki kompaktowe w skali kraju.
Dlatego podchodzę bardzo ostrożnie do reklamy związanej z oszczędnością energii niesionej przez tę czy inną technologię. Bo być może wcale nie jest to tak jasna przyszłość, jak sugeruje to producent.
Przykładem mogą być zasilacze komputerowe – wycofanie się z zasilaczy AT, które były wyłączane mechanicznym wyłącznikiem sprawiło, że niektóre z komputerów sprzedawanych w Polsce pobierają aż 20W w stanie wyłączenia. Tymczasem stary pecet wyłączany mechanicznym wyłącznikiem nie pobierał NIC. To samo dotyczy monitorów, drukarek, telewizorów, kserokopiarek. Zrezygnowano ze sprytnych rozwiązań wyłączania urządzenia – redakcyjna kopiarka starszej generacji posiada elektromagnes, który zwalnia mechaniczny wyłącznik, podobne rozwiązanie stosowano w polskich telewizorach z lat 60-70.
Niektóre z urządzeń (na przykład modemy CATV) startują tak długo, że pozostawia się je włączone całą dobę. Gdy ktoś korzysta z telefonu VoIP, taki modem musi mieć włączony przez cały czas – a to następne 30W. Tymczasem telefon kablowy też nie pobierał NIC, gdy słuchawka była odłożona na widełki, telefon komórkowy również pobiera o wiele mniej energii.
W porównaniu z przemysłem w skali kraju są to jednak drobne oszczędności i warto o tym pamiętać. Najwięcej da się oszczędzić na rzeczach najdroższych.