W wielu serwisach pojawiły się notki na temat baterii, która wykorzystuje gotowane ziemniaki – jest tańsza niż gotowe ogniwa, bardzo prosta i szczególnie nadaje się do biednych krajów.
(źródło jest tu).
Jak widać, zestaw ogniw wystarczy do zasilenia diody LED – czego zresztą można się było spodziewać. Baterię z kilku ziemniaków oraz blaszek cynkowych i miedzianych osobiście zrobiłem gdy miałem 10 lat i udało się nawet z czegoś takiego zasilać małe tranzystorowe radio Koliber.
Problem jest jednak znacznie głębszy, gdyż ogniwo takie tak to, naprawdę wykorzystuje ziemniaki tylko jako materiał do elektrolitu. W uproszczeniu energia pochodzi z korozji płytek miedzianych i cynkowych. Zatem jest to jedynie tańsza wersja popularnych bateryjek, co nadal nie rozwiązuje problemu.
Wyjściem byłoby masowe wykorzystywanie akumulatorów ładowanych z ogniw słonecznych (drogie, ale sprawdza się nawet u nas przy podświetleniu znaków drogowych), ręcznie (wymaga wysiłku) lub z energii wiatru (kłopotliwe). Niemniej są już urządzenia, które to realizują w praktyce, na przykład moja latarka na korbę.

Są nawet radia zasilane tą drogą. Według mnie właśnie łatwo pozyskiwalna energia odnawialna, magazynowana w akumulatorach ma sens. Baterie z ziemniaków to jedynie półśrodek.