Kilkanaście lat temu czytałem w Młodym Techniku artykuł „Czy czeka nas cyfryzacja w teletransmisji sygnałów audiowizualnych”. Wtedy była to pieśń przyszłości. Jeszcze kilka lat później wszystkie stacje TV SAT nadawane były analogowo, nawet FilmNet był niekodowany, nie mówiąc o SkyMovies. Analogowa telewizja nie miała problemów z przekazaniem bardzo szybko zmieniających się obrazów – takich jak płomienie – które dzisiaj w typowej kompresji MPEG objawiają się „pikselozą” prostokątów przy zbyt niskim współczynniku bitrate.
Dzisiaj cyfryzacja objęła nie tylko transmisję, ale także składowanie informacji. Cyfrowo składujemy dźwięk i obraz, nagrywając go na nośnikach optycznych o wysokiej gęstości. Bardzo mało cyfrowych zdjęć przenosimy na papier. Nie zastanawiamy się nad trwałością tych cyfrowych danych, a są one bardzo ulotne.
Gdy podczas porządków napotkałem płytę CD-R z 2001r. nie zdziwiłem się, że jest ona nieczytelna.
Na tej samej półce stała kaseta wideo VHS, nagrana dwadzieścia lat temu – jest czytelna do dziś, być może z nieco większymi szumami. Kasety magnetofonowe z 1978r do dziś da się odtworzyć na moim magnetofonie (Onkyo Integra TA-2250), chociaż nie zapewnią doskonałej jakości dźwięku. Płyty gramofonowe są jeszcze trwalsze.
Zapis analogowy na nośnikach magnetycznych lub mechanicznych (płyty gramofonowe) jest bardzo trwały, jedynie minimalnie traci jakość w miarę upływu czasu. Nie da się tego powiedzieć o zapisie cyfrowym, który obecnie jest przechowywany na nośnikach o bardzo wysokiej gęstości, wymagających wielkiej precyzji. Sygnał cyfrowy jest albo go nie ma. Na tej ostrej granicy pojawiają się przerwy, artefakty, błędy odczytu. W miarę upływu lat dzisiejsze domowe archiwa cyfrowe też tak skończą, jeśli nie będą regularnie kopiowane na nowe nośniki. Prawie nikt tego nie robi, dlatego za kilka lat będzie dużo przykrych niespodzianek, gdy pamiątkowy film nagrany na DVD-R nie da się już odtworzyć. Zniknie znaczna część zwykłych pamiątkowych zdjęć, nie będzie także listów, bo dzisiaj wymieniamy e-maile, których nie drukujemy.
To jest ta część cyfryzacji, o której nie myślał autor tekstu w Młodym Techniku.