Gdyby wybierać dostawcę w dziedzinie IT, który jest najbardziej nieprzyjazny użytkownikom i środowisku naturalnemu, na jednym z pierwszych miejsc byłaby na pewno firma Apple. Znana z ograniczania technologicznego niektórych swoich produktów, sprzedawanych z bardzo kontrowersyjną licencją oraz kłopotliwym wsparciem. Firma, której najbardziej okrzyczany produkt nie posiada wymiennej baterii (zatem musi być wysłany do producenta w celu wymiany zużytego akumulatora – absurd!) i nie zezwala na instalację oprogramowania innego, niż dozwolone (tak restrykcyjnych zapisów nie ma nawet sztandarowy dostawca komercyjnego oprogramowania – firma Microsoft), postanowiła pójść za ciosem.

Otóż w iPadzie nie przewiduje się w ogóle wymiany akumulatora, nawet przez polski autoryzowany serwis. Firma za opłatą odeśle użytkownikowi nowe urządzenie, czyste, bez żadnej treści. O ile tylko nie uzna, że poprzedni egzemplarz nie został przypadkiem zalany wodą… Niestety chemiczne czujniki wilgoci stosowane w iPhone’ach w naszym klimacie bardzo często sygnalizują zamoczenie przy typowym użytkowaniu zabawek Apple’a. Tym razem jednak nawet wspomniana w linku firma Regenersis nie będzie mogła otworzyć urządzenia i wymienić (lub nie) akumulatora. iPad musi być odesłany do producenta. I to ma być technologia przyjazna środowisku?

Nie jestem przeciwnikiem Apple. Jestem przeciwnikiem rozwiązań defective by design.